Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 913 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Piekna laurka

piątek, 19 lutego 2010 15:14
Dzisiaj listonosz przyniosl mi list


a w nim piekna urodzinowa laurka





a tak w srodku wyglada





DZIEKUJE BARDZO  Nauczycielom i Kolegom z klasy

=====================================
A co u mnie?
No, nie wesolo...
Nie chce chodzic do szkoly i ciezko mnie gdziekolwiek wyciagnac.
Specjalisci obraduja co ze mna zrobic?
19 stycznia (wtorek) bylo spotkanie spaecjalistow w szkole, potem w piatek (22 stycznia) w domu odwiedzila nas pani ze Stowarzyszenia dla Osob Autystycznych, a w dzien moich urodzin - 16 lutego inny zespol specjalistow byl u nas w domu.
Obraduja...i nie wiadomo co z tego wyjdzie.
Wczoraj - 18 lutego zebral sie caly zespol i chca podjac jakas decyzje...
tatus odebral telefon, ze w srode 24 lutego o godz 16 do naszego domu przyjdzie pani dr psychiatra.
Do tego czasu rodzice maja notowac- co ja jem i kiedy pojawiaja sie u mnie trudne zachowania- w jakim momencie dnia.

Specjalisci spytali- co lepsze w moim przypadku:
brac leki i bede przybierac na wadze, czy egzystencja bez lekow, ale pogarszanie sie stanu mojego funkcjonowania?

I badz tu madry...
Faktem jest, ze coraz gorzej funkcjonuje- dzien spedzam na autostymulacji i wymuszaniu codziennie rano, aby tatus poszedl ze mna do sklepiku kupic 2 ( nie 1, nie 3 ani wiecej, ale 2) paczki czipsow- takie male.
W mojej diecie nie jest to najlepszy produkt- ale ja sie tego domagam- stanowczo.






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Tesknia za mna

sobota, 06 lutego 2010 20:16
Dzisiaj otrzymalem list.
Jest to list z laurka w srodku od nauczycieli i kolegow z klasy, do ktorej jestem zapisany od sierpnia 2009 roku.
Mama bardzo sie wzruszyla...
zreszta, kto by sie nie wzruszyl, gdyby przeczytal, ze wszyscy tesknia za mna: pani Catherine, pani Jeanette , pani Sheena no i Mark, David, Jonathan, Melissa i Ashley
Sami to zobaczcie


We miss you ! Kamil (Tesknimy za toba Kamil)  i kto by sie nie wzruszyl?



Tutaj sa wpisy nauczycieli i fotki moich kolegow z klasy
Pani Catherine napisala:
We hope you will be back soon!

Pani Jeanette napisala:
Missing You Kamil !

Pani Sheena napisala:
Come back soon
we are all missing You

i buzka na koniec.



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

wizyta pani psycholog w naszym domu

środa, 02 grudnia 2009 0:10
Najpierw pani psycholog byla w szkole...bylo to w poniedzialek 9 listopada;
wtedy obserwowala moje zachowanie na zajeciach i przerwie..
potem rozmawiala z moja wychowawczynia, nastepnie z pania dyrektor szkoly.
Nastepnie zadzwonila do taty, ze pragnie nas 1 grudnia odwiedzic w naszym domu, co potwierdzila tez  listownie.
No i dzis - 1 grudnia o godz. 16 przyjechala do nas domu.
Byla obca osoba  u nas w domu, wiec za bardzo nie akceptowalem jej obecnosci.
Zachowywalem sie zmiennie: raz poprawnie a nie raz pokazywalem, z czym mam problem.
Pani skrzetnie notowala swoje obserwacje i robila notatki z przeprowadzanego wywiadu z rodzicami.
Niestety, w poblizu nie ma placowki edukacyjnej,
w ktorej pracowano by w systemie 1 : 1
czyli tak jak powinno pracowac sie z osoba autystyczna.
Raczej tez szkola nie zmieni systemu pracy ze mna...
mama bardzo martwi sie, ze byc moze zatrace umiejetnosci, ktore tak z wielkim wysilkiem osiagnalem.
Trudno - takie jest zycie.
Pod koniec rozmowy pani psycholog powiedziala, ze skontaktuje nas ze specjalistami, ktorzy sa specami od eliminacji zlych zachowan.
niestety - kolejka jest dluga i nie wiadomo, kiedy to nastapi.
----------------
A tak z innej beczki...
co u mnie?
 niestety... nadal niechetnie jade do szkoly...
teraz praktycznie nie uczestnicze w zajeciach, gdyz tego nie lubie i daja mi spokoj.
Jestem raczej biernym obserwatorem - (podobno, a to dlatego, ze mama wlasciwie nie wie, co ja robie na zajeciach, gdyz osobiscie nie powiem a nauczycielka nic tez mamie nie przekaze i nie pokazuje zadnych prac)
Jedynie na wf- na ktorym ostatnio bylo 17 uczniow , w tym 3 na wozkach mama byla tez obecna i niestety nie mialam ochoty cwiczyc.
Wiec dano mi swiety spokoj.

Dzisiaj miala urodziny pani Janette.
W szkole zamiast , jak co wtorek jechac na zajecia do collegu, zostalismy w szkole...
dlaczego?
dlatego, bo uczniowie naszej szkoly przygotowuja sie do zaprezentowania przedstawienia pt. Skruge

Dzisiaj byla kolejna proba i ci, ktorzy nie wystepuja mieli podziwiac wystep pozostalych uczniow.
Ja nie mialem ochoty ani na jedno ani na drugie.
Wiec odeslano mnie do klasy.
Mama byla ciekawa jak dzieci pieknie wystepuja i poszla na sale.
Zauwazyla moja nieobecnosc, wiec postanowila pojsc do klasy, abym pod jej nadzorem zrobil laurke dla pani Jeanette.
Gdy weszla do klasy zauwazyla, ze siedze bezczynnie na fotelu a pani opiekujaca sie mna cos wycinala a nastepnie cos naklejala.
Dlaczego nie zaproponowala mi tej aktywnosci?
Wtedy mama spytala, czy ja moge zrobic laurke dla pani Jeanette.
pani zgodzila sie.
Najpierw mama postarala sie o ksero obrazka z kwiatami...przygotowala potrzebne materialy i...
przystapilem do pracy.
gdy tylko zawolala mnie do stolika od razu przystapilem do pracy.
bardzo slicznie rysowalem po sladzie linie na rysunku, zamalowywalem pisakami wnetrza rysunku.
I tak w niedlugim czasie powstala przesliczna laurka.
Potem mama wykropkowala napis: FOR JEANETTE   FROM KAMIL
na koniec pieknie obcialem nozyczkami z ozdonym szlaczkiem cala kartke.
Na koniec z pomoca mamy posprzatalem stanowisko pracy i wreczylem laurke pani Jeanette.

A jednak potrafie cos zrobic..jesli zaproponuje sie jakas aktywnosc odpowiednia do moich umiejetnosci...
Zaznacze tez, ze laurke te wykonalem dosyc staraniie i z ochota, a to chyba jest najwazniejsze
-----------------
wniosek-  gdzy dzieci sie nudza to robia sie nieznosne i maja zle zachowania...
choc pewnioe najwiekszym problemem jest moje zaburzenie- autyzm
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

nie lubié chodzic do szkoly- i to jest problem...

piątek, 13 listopada 2009 18:43
Niestety, to fakt.
Przewaznie rano protestuje, aby pojsc do szkoly... (czasami mniej a czasami bardziej).

Nie dzieje mi sie w szkole krzywda...
Mama caly czas jest w poblizu. Jest razem ze mna podczas przerwy i na zajeciach poza szkolá, np, gdy mamy wf w innej szkole;
czy jak mamy wyjazd do centrum handlowego; towarzyszy ni w podrozy do collegu (obecnie nie siedzi przy mnie na zajeciach)
Wiec wie, ze krzywda mi sie na pewno w szkole nie dzieje.
co jest powodem mojego zlego zachowania - tego nikt nie wie?
Moze jestem w bardzo trudnym okresie zycia, a moze sa inne powody...
moze to, ze obecnie rano biore zaledwie  0,1 mg risporidonu ; wieczorem nadal 1 mg, choc gdy ranna dawka bedzie zredukowana do 0 (bedzie to 15 listopada, czyli za 2 dni) to wieczorna dawka bedzie redukowana co 0,1 mg co 5 dni.

Wg zalecen pani dr Flowers calkowicie bede miec wycofany ten lek 31 grudnia.

W poniedzialek 9 listopada w szkole , w mojej klasie byla pani psycholog edukacyjna p. Sandra Gardner (Educational Psychologist) i obserwowala moje zachowanie w klasie i na przerwie.
Potem rozmawiala z pania dyrektor...
wyznaczyla spotkanie z rodzicami w naszym domu na wtorek 1 grudnia o godz.16

Moze cos doradzi...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

ostatni pasek w glukometrze

piątek, 30 października 2009 15:13
Zostal jeszcze 1 pasek do pomiaru cukru we krwi, wiec mama go dzisiaj wykorzystala.
Wynik to.....103
bodajze do 96 jest norma
pomiedzy 96 a 116  jest nietolerancja glukozy
powyzej 116 - cukrzyca.

Czyli dzisiejszy wynik na czczo znow wykazal moja nietolerancje glukozy...
A w tym miodzie bylo jej sporo...wiec pewnie dlatego takie okropne mialem zachowanie.
Dzisiaj do tej pory nie jest az tak zle.
Nie protestowalem w busiku.
Gorzej nieco zachowywalem sie na wf- mielismy rozne zabawy, ale ja ostatnio nie lubie w nich uczestniczyc.
Jestem trudnym facetem, ktory nie chce wykonywac wszystkich polecen i nie wykazuje tez praktycznie zadnej inicjatywy w zabawie.

Trudno...trzeba to jakos przeczekac...moze cos sprawi, ze nie bede takim anty na wszystko.

Mialem dzisiaj byc tez nieco dluzej w szkole, ale wytrzymalem do ok 13, a zaplanowano, ze jeszcze bede uczestniczyl w dramie i po przerwie do domu.

Niestety, chcialem isc do domu..
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

trudny okres- dlaczego tak jest?

czwartek, 29 października 2009 23:45
No wlasnie-
we wtorek pod wieczor tatus zauwazyl, ze chyba mam  podwyzszona temperature.
Mama "zlapala" katar a ja podwyzszona temperature mam.
Tatus zdecydowal, ze jesli w srode bede miec tez goraczke to nie pojde do szkoly tylko bedziemy sie z mama kurowac.
Juz we wtorek wieczorem zaczalem zazywac po 2 tabletki paracetamolu i do picia cytryne z miodem i herbata.

Rano w srode nadal lekko goraczkowalem, wiec zostalem w domu.
Nadal bralem tabletki i herbatke z miodem i cytryna.
Moje zachowanie nie bylo najwlasciwsze.
Mialem zmienny nastroj...a raz to duzy atak niezadowolenia, nie wiadomo z jakiej przyczyny.

Pod wieczor stan podgoraczkowy ustapil wiec postanowiono, ze w czwartek pojde do szkoly, tym bardziej, ze na ten dzien w szkole wyznaczono rodzicom spotkanie z pania dyrektor.
-------------
Poranek nie odbiegal od normy, jedynie, gdy mama wspomniala, ze pojedziemy do szkoly, zaczalem protestowac.
Zjadlem sniadanie, wypilem herbatke z miodem i cytryna i zazylem tabletki paracetamolu oraz moje teraz juz 0,4 mg risporidonu.

W szkole dowiedzielismy sie ze dzis tez pojedziemy do supermarkietu, tym razem w wiekszej grupie.
Niestety, okazywalem swoje niezadowolenie.
Bylem jakis nieobecny...mocno stymulowalem sie.
W autobusie podmiejskim w drodze do supermarkietu zaczalem byc bardzo niegrzeczny.
Coraz bardziej sie nakrecalem, sporo stymulowalem i zaczalem gryzc raczki.
Podeszla do mnie pani S. i probowala mnie uspokajac, ale jakos wcale nie reagowalem...bylem nieobecny w realnym swiecie.
Do pomocy przyszla druga nauczycielka i probowaly abym wyszedl z autobusu.
Protestowalem...
Panie zamierzaly wezwac taksowke...
po pewnym czasie wysiadlem z mama w miejscu gdzie moglem sobie poskakac, pokrzyczec i uspokoic sie.
Jednak caly czas bylem nieobecny, w jakims innym swiecie.
W pewnym momencie probowalem nawet "zaatakowac" mame, ale ona zrobila unik i kategorycznie powiedziala, ze mamy nie wolno bic.
Dlaczego tak sie zachowywalem?
Czy mam do mamy jakis zal?
Zal, ze zawozi mnie w miejsca, gdzie czasami niechetnie przebywam?

Ale wlasciwie, czy sa miejsca, gdzie lubie byc?
Na to pytanie rodzice ostatnio nie znaja odpowiedzi...Nic mi sie nie podoba, nie wiadomo, gdzie byloby mi najlepiej...
------------------------
W koncu wszyscy sie odnalezlismy, poszlismy do cafe na soczek, kawke a potem autobusem podmiejskim do szkoly.
W szkole byl obiad- luncz, a potem spotkanie z dyrekcja szkoly, wychowawczynia, szkolna pielegniarka i polska tlumaczka.
W spotkaniu uczestniczylem i ja, z czego nie bylem zbytnio zadowolony.
Rozmowa uczestnikow byla konkretna, zasadnicza, skupiala sie wokol mojej osoby...glownie mojej przyszlosci.

Zdecydowano, ze bede uczeszczal do tej szkoly, choc dyrekcja zaproponowala, czy nie chcielibysmy poszukac innej.
Rodzice maja mi zapewnic wiecej zajec ruchowych po poludniu i nadal ograniczac diete.
Dyrekcja nawiaze kontak ze stowarzyszeniem dla osob z autyzmem, aby przydzielono dla mnie dodatkowa pomoc .

Wszyscy tak bardzo sie staraja, a ja?
Ja pokazuje swoje niezadowolenie...dlaczego?

Moze jednak ten miod mi zaszkodzil???
Od jutra nie bede jego jesc, moze wroci mi dobry nastroj?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

plan w formie piktogramow

wtorek, 27 października 2009 19:33
Takie byly zalozenia na dzisiaj 27 pazdziernika


dzisiaj na zajeciach kulinarnych robilismy placek



taki mam miec jutro plan lekcji


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

ufff !!! jaka ulga

poniedziałek, 26 października 2009 23:49
Dzisiaj tatus dowiedzial sie w przychodni lekarskiej, ze moj wynik krwi jest prawidlowy.
Jesli bylby zly (czyli dodatni wynik), daliby znac na pismie,
skoro jest ok, to jest jedynie informacja ustna, ze wynik jest ujemny...

Jaka ulga, ze nie jestem cukrzykiem...ale musze uwazac na diete

=============================

Druga dobra wiadomosc to taka, ze moj pobyt w szkole dzisiaj byl wydluzony do godz. 13:50

Po lunczu mialem bylem na boisku szkolnym ; potem drama, i jeszcze cos ....az do 13:50
ciekawe, jak bedzie jutro w college...
mama ma propozycje, aby nie byla ze mna na zajeciach tylko czekala na mnie na holu.
Gdy nie bede jej widzioal moze uda sie, ze wytrzymam dluzej...oby !!!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

szukam kontaktu z rodzicami

niedziela, 25 października 2009 8:30
Pragne nawiazac kontakt z polskimi rodzicami osob z autyzmem,
ktorzy podobnie jak my teraz mieszkaja w Glasgow w Szkocji.

Chcialabym wymienic sie doswiadczeniem, omowic kwestie pomocy dla dzieci w wieku Kamila - jak to wyglada w jego przypadku, a jak mogloby wygladac inaczej.

mama Kamila

==========================
Zorientowalem sie, ze posiadam jeszcze inna stronke w necie wraz z plakatem-
jestem tam wsrod 217 choruszkow

http://pomagamy-dzieciom.net/kamil-bardonski

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Jestem nietutejszy - tytul piosenki A. Rybinskiego

sobota, 24 października 2009 13:27


http://w359.wrzuta.pl/audio/37Ggq1z3HRi/a.rybinski_-_jestem_nietutejszy
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

22 pazdziernika- pobranie krwi

piątek, 23 października 2009 1:14
Na ostatniej wizycie z dr Flower w szkole mama dostala zalecenie aby sprawdzala mi poziom cukru we krwi.
Codziennie rano na czczo pobierala mi kropelke krwi z palca i mierzyla glukometrem jaki mam poziom cukru we krwi.
Robila to badanie tez kilka razy dziennie wg zalecen pani dr.
Niestety paski na ktore trzeba nalozyc moja krew skonczyly sie skutkiem czego mama przerwala moje badania.
Poziom cukru skakal- raz byl w normie, ale niestety pare razy byl znacznie powyzej normy.
Mama pokazala wyniki badan pielegniarce szkolnej i powiedziala, ze nie moze teraz badac gdyz skonczyly sie paski w glukometrze.
Pani pielegniarka powiedziala, abysmy w tej sprawie skontaktowali sie z lekarzem rodzinnym.
Tatus wykonal telefon do naszej przychodni lekarskiej- wyznaczono mi badanie krwi z zyly na 22 pazdziernika o godz 9 rano na czczo.

Do przychodni pojechalem z mama autobusem choc jest to niedaleko a tatus przeszdl sie na pieszo, gdyz nie lubie podrozowac z rodzicami razem
Wlasciwie jedziemy razem zazwyczaj wtedy, gdy jedziemy do lekarza lub w miejsca gdzie robia mnie inne badania.
Nie sa to sytuacje mile dla mnie wiec obecnosc taty wlasnie kojarze sobie ze bedzie cos niemilego sie dziac.
Dlatego wlasnie oddzielnie przybylismy do przychodni.

Do gabinetu weszlismy wszyscy- tata, mama ja i 2 pielegniarki.
Porozmawialy z tatusiem, gdyz on potrafi mowic po angielsku.
Rodzice mowili, ze mam slabo widoczne zyly i przewaznie mialem pobierana krew lub zakladany wenflon w nadgarstku.
Panie szukaly zyly w roznych miejscach...zdecydowaly sie sprowadzic jeszcze 2 pielegniarki do pomocy.

Bylem bardzo dzielny, widac bylo strach w moich oczach ale obecnosc rodzicow spowodowala ze dzielnie poddalem sie zabiegowi pobrania krwi wlasnie z dloni.

Pani pielegniarka powiedziala, ze wynik bedzie w poniedzialek.
Od jego bedzie zalezalo jaka bedzie moja diagnoza- czy jestem juz cukrzykiem czy nadal osoba z obnizona tolerancja glukozy.

Na razie rodzice powinni u mnie przestrzegac diety aby poziom cukru nie byl zbyt wysoki.
------------------------------

Po pobraniu krwi pojechalem z mama autobusem do szkoly.
Bylem na czczo rano, wiec mama powiedziala, ze moje sniadanie jest w plecaku i prosila abym je zjadl.
Sama tradycyjnie juz jak to robi od kilku dni udala sie do pokoju nauczycielskiego czekac az bedzie przerwa miedzylekcyjan.
Na przerwie byla wsrod nas, widzialem ja, ze jest i czeka na mnie.
Potem poszedlem dalej uczyc sie.
Gdy zblizala sie pora lunczu mama poszla wybrac potrawe dla mnie i zdecydowala, ze najlepiej bedzie smakowalo mi lassagne, i oczywiscie zupka, surowka, owoce....
mama te informacje przekazala w kuchni a sama udala sie na korytarz czekac na mnie.
Po lunczu nauczyciele powiedzieli mamie ze skoro jest ladan pogoda to znow pojdziemy grac w pilke.
Po footballu poszedlem jeszcze na pare minut do swietlicy a potem pani przyprowadzila mnie do mamy.
Powiedziala, ze bylem bardzo grzeczny, i kazdego dnia beda wydluzac moj pobyt w szkole- ale malymi kroczkami.
Zamierzaja, aby bylo tak jak wszyscy uczniowie maja-
okolo godz 9 przyjezdza pod dom szkolny busik-
o 9:30 zajecia w szkole do godz 15:00
i powrot- to home ---szkolnym busikiem.
Miejmy nadzieje, ze tak bardzie .
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Udalo sie !!!

piątek, 23 października 2009 0:47
Sroda- 21 pazdziernika...
Wstalem z dobrym humorem i taki mialem wlasciwie przez caly dzien.
Cudownie...
Nie protestowalem aby pojsc do szkoly, choc nadal mialy byc proby wydluzania mojego pobytu w szkole.

Mama glowila sie- jak to zrobic.
Zdawala sobie sprawe, ze i dzis proba moze sie nie udac jesli czegos nie wymysli.
No i wymyslila, ze porozmawia z wychowawczynia.
Spytala, co sadzi o propozycji, abym podczas lunczu byl na stolowce bez obecnosci mamy.
Byc moze chce do domu, gdy widze mame, a jesli nie bedzie jej w poblizu to uda sie, ze nie bede protestowac aby zostac dluzej w szkole.

Pani zgodzila sie z mama i stwierdzila, ze chyba tak bedzie najlepiej.
Pani tez miala swoj plan...
Pokazala mi srodowy plan lekcji (w formie piktogramow),,,
inny niz zwykle, bo
w srode zawsze mielismy zajecia polaczone i nna klasa, ktora wspolnie realizowalismy projekt---film o naszej szkole.
Prawda jest, ze to byly zbyt trudne dla mnie zajecia, gdyz wszyscy omawiali projekt po angielsku, ktorego ja jeszcze wlasciwie nie rozumiem.
Zadaniem moim przewaznie bylo siedziec cicho i prosto...a to dla mnie bardzo trudne...i musze przyznac---nudne.

Dlatego pani zmienila srodowy plan dla mnie;;
po przyjezdzie do szkoly wspolnie z klasa omowimy pogode i plan dnia a potem pojade z pomoca nauczyciela i mama i kolega Makiem do Glasgow Forge - do centrum handlowego.
Taki wyjazd mialem do tej pory w kazdy czwartem a od teraz bede mial w srody taki wyjazd..
Cel to obycie sie w srodowisku spolecznym i nauka robienia prostych zakupow.

Na wycieczce bylem raczej grzeczny---nasze zakupy z mama to jablka iiiiii ....czipsy, ale tylko dlatego ze bylem grzeczny i jesli dalej w szkole bede grzeczny to w nagrode dostane jeszcze kilka malutkich paczuszek czipsow.

Z wycieczki przyjechalismy okolo 12 i zostalo 15 minut do pory lunczu.
Mama zaproponowala pani Janette, ze wskaze jej, ktora potrawe najchetniej zjem sposrod 5 mozliwych...
W tym czasie kiedy ja poszedlem do klasy mama poszla na stolowke. Poprosila pania Linde- wozna aby przekazala pani, ze najbardziej bedzie mi smakowal kurczak, ale bez brokulow a w zamian niech pani doda mi inna surowke,;
ponadto lubie kazdy rodzaj zupy jarzynowej i owoce, ktore codziennie sa dodatkiem do posilku...no i moja ulubiona galaretka.

Potem mama poszla na korytarz czekac az nauczycielka mnie przyprowadzi.

No i udalo sie, ze grzecznie zjadlem luncz, a potem z niektorymi uczniami naszej szkoly poszedlem na boisko grac w pilke.
Podobno ta forma aktywnosci podobala mi sie i dlatego zostalem dluzej w szkole.
Okolo godz. 13:15 pani Catherine przyprowadzila mnie do mamy, ktora byla bardzo dumna, ze tak dzielnie sie spisalem.
W dobrych humorach poszlismy do domu. W domu bylem tez grzeczny, co bardzo cieszylo rodzicow.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Powrot do szkoly po tygodniowej przerwie

wtorek, 20 października 2009 23:29
W poniedzialek 19 pazdziernika z usmiechem na twarzy przygotowywalem sie do szkoly.
Z zadowolona mina tez pojechalem busikiem.
Od tego tygodnia mam miec wydluzany pobyt w szkole. Ma to sie odbywac stopniowo. Jest to dla mnie nowa sytuacja i zaburza moj rytm dnia.
Do pory lunczu wszystko bylo ok.
Teraz mama nie towarzyszy mi na lekcjach tylko podczas przerwy i lunczu.
Gdy zjedlem  obiad myslalem, ze bedzie tak jak zwykle- pojdziemy do domu....
niestety, mama zapowiedziala, ze zostane jeszcze chwilke...moze az do godz 15.
Protestowalem...udalem sie do klasy i zamierzalem przebrac buty i ubrac kurtke.
Mama nie pozwolila mi i przekonywala, ze zostaniemy jeszcze chwilke.
Zaczalem sie nakrecac- protestowac.
Skonczylo sie tym, ze pani dyrektor z wychowaczynia zdecydowaly, ze mamy pojsc do domu.
Czyli postawilem na swoim.
Pani dyrektor powiedziala, ze nie az tak do konca, bo jednak chwilke bylem po lunczu.

Droga powrotna do domu sprawiala mi wielka przyjemnosc.
W domu tez zachowywalem sie dosyc poprawnie...chociaz pod wieczor dalem odczuc, ze jutro nie za bardzo chce pojsc do szkoly.

Rzeczywiscie...wtorkowy poranek to byl koszmar..
Za nic w swiecie nie chcialem przygotowywac sie do szkoly...ociagalem sie ze sniadaniem, a jak mialem pojsc sie myc to doslownie dostalem szalu. Gryzlem raczki, skakalem, krzyczalem...

Tatus powiadomil panie w busiku, ktory o wyznaczonej godzinie przyjechal pod dom ze mama przyjdzie spacerkiem do szkoly ze mna.
Gdy nieco sie uspokoilem  przygotowalem sie do wyjscia.
Podczas spaceru tez pokazywalem swoje niezadowolenie z pojscia do szkoly.
Spoznilismy sie na lekcje ale mama usprawiedliwila moje spoznienie.

Pani Cakherina wreczyla mamie moj wtorkowy plan dnia.


Z planu wynika, ze jak co wtorek pojedziemy do collegu na zajecia kulinarne z panem Collin.
Pani Catherin oswiadczyla rowniez, ze sprobujemy abym zostal dluzej dzisiaj na zajeciach. Jesli to nie uda sie i bede okazywal swoje niezadowolenie to pani Sheene wezwie taksowke, abym z mama pojechal do domu.

Pani Catherin kilkakrotnie omawiala ze mna wtorkowy plan dnia:
ze najpierw:
school, dhen  bus to college, dhen lunch in college, dhen art, dhen bus to school, and den go home
This is goot day

Niestety, nie wytrzymalem tak dlugo... gdy nastala godzina 12, zamierzalem juz isc do domu ( tak jak zwykle we wtorek)
Mama dziwila sie: skad ja wiem ze to jest taka godzina?
Pani Sheena wezwala taxi i z mama pojechalismy do domu. Zawsze wracalem szkolnym busikiem a dzisiaj taxi - nowa sytuacja, ale sprostalem jej i prawidlowo sie zachowywalem.

W domu nie sprawialem wiekszych klopotow z zachowaniem, a wieczorkiem okolo 21 poszedlem spac i teraz juz nabieram sil na srodowy dzien.
Ciekawe- jak to bedzie z tym wydluzaniem mojego pobytu w szkole...

Mam osobliwy charakter, ale wynika on z mojej niepelnosprawnosci- wiekszosc autystow reaguje na zmiany rytmu dnia wlasnie w podobny sposob. Trzeba jednak nad tym pracowac, abym nie byl az tak uciazliwa osoba dla najblizszego otoczenia.

Podziel się
oceń
0
1

komentarze (7) | dodaj komentarz

12 - 16 pazdziernika - wolne od zajec w szkole

niedziela, 11 października 2009 13:33
W tych dniach mamy holiday...
Jeszcze nie mamy zaplanowane co bedziemy robic.
Zostaly wspomnienia:

tutaj czasami dojadam przed wyjsciem do szkoly;

potem ide do szkolnego busika







potem sa juz zajecia w klasie
Glownym nauczycielem w klasie jest pani Catherine


jestem znacznie wyzszy od pani Catherine


jestem wyzszy tez od pani Janette - pomocy nauczycielki


bardzo lubie pania Sheene



niekiedy rano mamy w szkole rano aerobic












Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

zajecia w John Wheatley College

wtorek, 06 października 2009 14:14
W kazdy wtorek nasza klasa ma zajecia kulinarne.

Odbywaja sie one poza szkola, w John Wheatley College.
 Do college jedziemy szkolnym busikiem.





W busiku i na zajeciach opiekuja sie nami panie z naszej szkoly.
Na zdjeciu jestem z pania Janette


Chyba lubie jezdzic do collegu.


Przyjechalismy na miejsce.




Przewaznie z zadowolona mina wchodze do collegu.



nie raz az podskakuje !!!!



To juz drzwi wejsciowe - (dla nas od tylu collegu)


Okolo 10:45 idziemy na zajecia






Zajecia z nami prowadzi Collin.
Najpierw musimy umyc rece i zalozyc fartuch.


a potem przystepujemy do kucharzenia


Dzisiaj robilismy salatke
 


Na kazdych zajeciach pan Collin uwrazliwia nasze zmysly. Zawsze pyta nas o kolor, zapach, konsystencje danego produktu i daje nam sprobowac, czy to jest smaczne.
Tutaj delektuje sie truskawkowym jogurtem.


Sporzadzjac dzisiejsza salatke pan Collin pytal nas,
czy ryz (przed ugotowaniem) jest TWARDY czy MIEKKI

a gdy ugotowal ryz ponownie spytal: jaki teraz jest, jaka ma konsystencje
do salatki dodalismy takiej przyprawy, zanim ja dodalismy pan Collin dal nam ja powachac


a potem juz kucharzylismy z pomoca pana i pan nauczycielek.




glowne skladniki salatki to:
cebulka, groszek, kukurydza, potem dodalismy ugotowany ryz, przyprawy, ziola, na koniec roztrzepane jajko

potem byla najprzyjemniejsza czesc lekcji----czyli degustacja tego co przyrzadzilismy






ale mi smakowala....wcinam, az mi uszy sie trzesa...
mama dostala przepis i bedziemy w domu robic podobna salatke

wszystkim SMACZNEGO









Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

rodzice szukaja dla mnie roweru- moze gdzies w Glasgow uda sie taki kupic

sobota, 03 października 2009 12:57
kontakt z mama poprzez emaila:

anka60@o2.pl

Zaleceniem pani dr Flowers, dyrekcji szkoly jest abym jak najwiecej uprawial roznego rodzaju sportu.
Tylko, czy lubie sie ruszac?
Jest  to klopot, gdyz z wlasnej inicjatywy nie podejme zadnej aktywnosci: najlepiej lubie autostymulacje w samotnosci.
Mama zabiera mnie na plywalnie, ostatnio i to mi sie "znudzilo" i niechetnie tam chodze.

Mama bardzo mile wspomina przejazdzki rowerowe, jakie ze mna robila w Polsce.
Ja jezdzilem na 3 kolowym rowerze a mama na skladaku za mna.

Rower posiadal podest, wiec moglem cwiczyc na nim w domu...
Niestety, rower zostal w Polsce...wypozyczalismy go z Caritasu.
Byl swietnym sprzetem rehabilitacyjnym dla mnie.

Teraz mama glowi sie, gdzie taki moglaby kupic w Glasgow?

Pytala sie dyrekcji w szkole, czy wie, gdzie mozna taki rower kupic...niestety pani dyrektor nie wie...

Moze ktos z odwiedzajacych mojego bloga poda mi namiary: gdzie rodzice mogliby kupic dla mnie taki rower.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

od 1 pazdziernika 2009r

sobota, 03 października 2009 3:45
Zgodnie z zaleceniami pani dr Flowers mama mierzy mi glukometrem poziom cukru we krwi

W glukometrze przywiezionym z Polski wyczerpala sie bateria i 1 pazdziernika zostala zakupiona nowa.

Pierwszy pomiar   mama zrobila:
1 pazdziernika   godz 13:15 (po przyjsciu ze szkoly)--------96


2 pazdziernika   rano na czczo- godz 8:20   -------------------108
                           w szkole po wf  g. 11:45 ---------------------  93
                            godz 13:15 (po przyjsciu ze szkoly)------156  na obiad pizza-kawalek, pieczone ziemniaki-kilka, surowki, mala galaretka, pare gr owocow (moze skubnalem przed badaniem troche ciacha, bo mama nie wie dlaczego taki wysoki poziom)
                            godz 22:20 (po dlugiej przerwie w jedzeniu)----91


3 pazdziernika  rano mama zaspala i nie zrobila mi na czczo badania
                     sniadanie (platki), lek w syropie, woda, sok.....
mama poczekala do godz 9:45 czyli ok 45 min po posilku  i...wynik wysoki ---------141 (dlaczego?)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Droga do i ze szkoly

sobota, 03 października 2009 1:45
Rano ok godz 9:00 pod nasz dom przyjezdza szkolny busik .
Zabiera mnie z mama do szkoly.


W busiku opiekuja sie nami 2 panie- obie maja na imie Jannete
tutaj akurat jedna z pan zapina koledze pas bezpieczenstwa

Okolo 9:20 jestesmy na miejscu i w busiku czekamy na dzwonek


Okolo 12:40 wychodze ze szkoly i ide  do domu
(na razie ; bo od 19 pazdziernika mam miec wydluzany pobyt do godz.15:00- tak jak pozostali uczniowie)
Tutaj juz jestem na szkolnym korytarzu


Potem na skroty spacerujemy do domu


Droga do domu zaczyna sie pod gorke -

musimy pokonac dlugie i wysokie schody- jest to skrot
Dookola bylaby znacznie dluzsza droga





potem na gorce jest zakret



potem skrzyzowanie drog

musimy uwazac na przejezdzajace tam auta

nastepnie  mijamy kilka zakladow pracy


i przydrozny bar


musimy przejsc przez most na autostradzie

jest tam bardzo glosno i mnostwo aut



w tle widac Glasgow Fort - kompleks sklepow otoczony metalowym murem-
wyglada jak prawdziwa fortyfikacja- jest tam przeslicznie



--------------------------------
Do domu juz mam niedaleko, nie mam fotek dalszej drogi, bo wyczerpala sie bateria w aparacie telefonicznym, ktorym mama robila zdjecia
zdjecia wkleje  wkrotce, gdyz teraz zaczyna sie najpiekniejsza czesc drogi do domu- poprzez przesliczny Glasgow Fort




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Moja szkola , moja klasa

sobota, 03 października 2009 1:10
Tuz przed wejsciem do szkoly




To drzwi wejsciowe do mojej klasy

W klasie jest nas 6 uczniow




W klasie sa 3 panie: pani Catherine, pani Janette i pani Sheene ( na zdjeciu nie ma pani Catherin)

Bardzo lubie pania Sheene


Rano omawiamy kalendarz i plan dnia

(fotka przedstawia nieuzupelniona makiete)
------------------------------
Tutaj gromadzimy nasze prace plastyczne


Do tej pory w klsie przebywam do pory lunchu. Po zjedzeniu obiadku w szkole ide spacerkiem z mama do domu.
Wlasnie wychodze z klasy








Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

30 wrzesnia- spotkanie rodzicow z pania doktor, dietetyczka i dyrekcja szkoly

czwartek, 01 października 2009 1:13
Dzisiejszy dzien byl dla rodzicow bardzo emocjonujacy.
Rano wstalem nieco pozniej niz zwykle, bo ok godz.8. Mialem nawet dobry humor.
Jednak, gdy mama chciala przygotowac mnie do szkoly, uprzytomnilem sobie, ze konic laby...konic dlugiego weekendu.
Znow obowiazki szkolne...
Wiec zaczalem gryzc raczki, podskakiwac - okazywalem swoje niezadowolenie.
Rano byla dzdzysta pogoda, zatem mama znow miala dylemat: isc na pieszo w taka pogode?
Na szczescie moj protest nie trwal zbyt dlugo i w miare dobrym humorze pojechalismy z mama busikiem do szkoly.
Jeden z kolegow tez z niechecia wsiadal do busika i po angielsku mowil, ze nie chce do szkoly...
Juz przed sama szkola dzieciaki w busiku tez staly sie halasliwe...a to nie jest dobre dla mojego nadwrazliwego sluchu.
Wytrzymalem jednak grzecznie do dzwonka na lekcje.
Niestety w klasie, nie chcialem poczatkowo wykonywac polecen pani Catherin... chyba mialem ochote odreagowac to co dzialo sie w busiku...najlepiej jakbym troche sobie poskakal i pokrzyczal.. niestety , bylem juz w klasie a tutaj nie wolno takich rzeczy robic.
Pani Carherina dzisiaj usadowila mnie tuz przy tablicy z planem dnia,,,
Gdy zamierzalem wstac z krzesla natychmiast pani dala mi zadanie, abym wybral wlasciwy piktogram i go przyczepil na tablicy.
Fajny sposob- podobal sie bardzo mamusi.
Po pewnym czasie do klasy przyszla pani pielegniarka i poprosila mame, aby poszla na spotkanie z pania doktor.
-------------------------
SPOTKANIE Z PANIA DR FLOWER
Spotkanie bylo wyznaczone na godz. 9:45
Punktualnie o tej godzinie mama weszla do gabinetu szkolnej pielegniarki.
Siedziala tam juz pani doktor Flower ze szkolna pielegniarka.
Za moment wszedl tatus i polski tlumacz.
Pani dr powiedziala, ze celem spotkania jest omowienie wynikow badan, ktore mialem zrobine w czerwcu w szpitalnym laboratorium
Wtedy pobrano mi do kilku probowek krew.
Dzisiaj pani dr zamierzala z rodzicami omowic jakie sa wyniki tej krwi.
Otoz:
stwierdzila, ze nie mam zadnej choroby genetycznej, ze nie jestem rowniez chory na fenyloketonurie, tak jak moj kuzyn.
Cale szczescie...
Natomiast wyszedl podwyzszony poziom cukru we krwi i niektorych elektrolitow.
Pani dr stwierdzila, ze skoro sa to takie wyniki to proponuje aby zostaly one powtorzone,
Spytala rodzicow, czy sie na to decyduja..
Wyrazili zgode.
Pani dr stwierdzila, ze jest w kontakcie z naszym dr pierwszego kontaku i wspolnie obrali kierunek mojego leczenia.
Proponuja, abym powolutku odstawil lek Risporydone....ktory przyjmuje juz od pieciu lat.
Sugeruja, iz jest on powodem mojej nadwagi i tego, ze mam podwyzszony poziom cukru, co w konsekwenkcji moglo by doprowadzic, ze nabawilbym sie cukrzycy...o zgrozo.

Mamusia mowila, ze probowala odstawic lek latem, ale moje zachowanie sie pogorszylo, wiec caly czas regularnie rodzice podaja mi 1 mg rano i 1mg na noc tego medykamentu.

Pani dr powiedziala, ze w zly sposob rodzice odstawiali mi  ten lek...ze dawki nalezy stopniowo, bardzo stopniowo zmniejszac...
Zaczela pouczac rodzicow- w jaki sposob.
Zrobila taka rozpiske, jak ponizej na zdjeciu...


Czyli,
wieczorem bede otrzymywal taka sama dawke jak dotychczas (w formie tabletki 1mg) a ranna dawke bede co pare dni redukowac o 1 dziesiata miligrama (otrzymywac bede lek w postaci plynu, ktory bedzie odmierzany strzykawka z podzialka)
Pani dr wystawila dla mnie recepte na lek w plynie,

Lek mama bedzie odmierzac strzykawka z dokladna podzialka


Proces redukcji porannej dawki leku bedzie trwal nawet kilka miesiecy kilka miesiecy, co wynika z rozpiski pani dr.
Gdybysmy od razu odstawili ten lek mogly pojawic sie problem z cisnieniem krwi.
Zbyt gwaltownie mogloby spasc, co zagrazaloby  mojemu zdrowiu.

Boze, ile taki wprowadzony u mnie przed 5 laty lek moglby narobic krzywd w moim organizmie...

Pani dr polecila przyprowadzic mnie do gabinetu, aby zmierzyc moje cisnienie.
Wszedlem i bylem przestraszony, co beda mi robic. Dalem jednak zmierzyc sobie cisnienie, ktore bylo nieco podwyzszone.
Pani dr powiedzial, ze zrobila to po to, abym oswoil sie z takim badaniem, gdyz pewnie bede je miec czesto robione.

Mama spytala sie, czy pani dr jest zwolennieczka stosowania diety bc, bm i bk u dzieci z autyzmem.
Powiedziala, ze owszem, jakas dieta pomoglaby mi lepiej funkcjonowac ale to bedzie omowione na spotkaniu z pania dietetyk.
Mama miala tez pytanie, czy robia tutaj analize pierwiastowa wlosa, celem ustalenia, ktorych pierwiastkow mam za duzo w organizmie a ktorych za malo.
Pani dr rzekla, ze niestety nie praktykuja takiego leczenia, ze to jakies niesprawdzone "zabobony" "czary" stosowane u niektorych plemion.
Mama mowila, ze jest o tym glosno w Ameryce a ostanio nawet w Polsce.
Niestety, ja takiego badania nie bede miec wykonane.
-----------------------
Zawolano dietetyczke, aby ona wypowiedziala sie na temat ewentualnej diety dla mnie, gdyz jestem otyly i od czerwca przytylem 2 kg, a wzrost mam taki sam.
Najpierw spytala rodzicow: jak wyglada moj jadlospis.
Rodzice dosyc szczegolowe opisali moje menu.
Pani stwierdzila, ze jem dozwolone produkty i wlasciwie dobrane...tylko////
No tak...
tatus poprosil o rozpiske, co i o ktorej godzinie moge jesc, skoro moja dieta nie jest az tak bardzo urozmaicona.
Pani omawiajac z rodzicami przykladowe menu dla mnie rozpisala to na kartce.
Prosila, abym miedzy posilkami nie dojadal i aby rodzice postarali sie CALKOWICIE wyeliminowac cukier lub go znacznie ograniczyc.
Natomiast moge jesc moje ulubine platki kukurydziane z suszonymi owocami, pic herbate -teraz bez cukru, soki owocowe, jesc wszystkie owoce ale malymi porcjami, zupy jarzynowe, ktore uwielbiam, bulki, fasolke, jogurty i pic wode...ale- 0 slodyczy
----------------------
W gabinecie caly czas byla pani doktor, pielegniarka, rodzice i tlumacz.
Wowczas pani dr poprosila mame aby kontrolowala moj poziom cukru we krwi. Do chwili otrzymania angielskiego glukometra ma to robic tym, ktory przywiozla z Polski. Ma to robic rana na czczo i po posilku i powtorzyc jeszcze raz przed obiadem i po powrocie  do domu.
 Spytala rodzicow, czy mieliby pytania do pani dyrektor szkoly, bo jest akurat do dyspozycji.
---------------------
Rodzice skorzystali z tej sposobnosci.
Zaproszono ich do gabinetu pani dyrektor.
Jest to kobieta bardzo sympatyczna, ale tez konkretna.
Powiedziala, ze w 2011 roku opuszcze mury tej placowki i jest to czas, ktory powinnismy wykorzystac abym zmienil sie, abym przygotowal sie do zycia w spoleczenstwie. Szkola bedzie robila wszystko aby do tego doszlo, ale oczekuje owocnej wspolpracy ze strony rodzicow.
Po pierwsze, aby stosowali diete dla mnie i aby starali sie w sposob atrakcyjny wypelniac mi czas pobytu w domu. powinni jak najwiecej angazowac mnie do uprawiania sportu jakiegokolwiek.
Latwo sie Jej tak mowi...chyba nie wie jak jest to trudne do zrealizowania.
Mama widzi: jak w szkole do tej kwestii podchodza - chodzi o sprawe usportawiania mnie.
Owszem - mamy 2 razy w tygodniu 15 minutowy aerobik. Tylko jak to jest zorganizowane?
Na holu zbieraja sie uczniowie calej szkoly i nauczyciele.
W koncu  sali w takt muzyki z magnetofonu pokazuje jedna nauczycielka elementy aerobiku i wszyscy powinnismy ja nasladowac.
Z moim zaburzeniem jest to praktycznie niewykonalne...za duzo bodzcow naraz, nie potrafie sie skupic i...praktycznie wogole nie cwicze...
A teraz lekcja wfu-
idziemy na sale gimnastyczna do pobliskiego klubu sportowego i tam odbywaja sie zabawy ruchowe dla uczniow z naszej klasy i uczniow z klasy na wozkach inwalidzkich...
Taki maja program i go realizuja, a ze sporo uczniow ma wile deficytow fizycznych (wszak sa niepelnosprawni) to nie ma wiekszego znaczenia. To jest placowka oswiatowa, a nie rehabilitacyjna.

Mama jest pesymistka...ze uda sie osiagnac celu, jaki stawia pani dyrektor: ze po kilku latach pobytu w tej szkole bede wysportowanym, smuklym mezszczyzna prawidlowo przygotowanym do zycia w spoleczenstwie.
Pani dyrektor stwierdzila, ze maja w szkole kilku dzieci z autyzmem i beda pracowac, aby im pomoc.
Z rodzicami skopntaktuje sie rowniez specjalista, aby pomoc im opracowac metody postepowania ze mna, gdy pojawia sie u mnie trudne zachowania. Bedzie on tez uczyl nauczycieli tej szkoly, aby byla spojnosc oddzialywac.

Nastepna sprawa jest "odpepowinowanie" mnie od mamy.
Mama caly czas jest moim Aniolem Strozem. Obecna jest rowniez w szkole na zajeciach, co utrudnia nauczycielom dokladne poznanie mnie. Dlatego wyszla taka propozycja, aby mama przywozila mnie do szkoly busikiem a potem wychodzila z klasy i po jakims czasie przyszla...jak to bedzie nastepowac w praktyce- zostanie omowione z wychowawczynia.
Byc moze tak:
przyjezdzam z mama do szkoly, potem mama wychodzi i przychodzi na pore lanczu. Po zjedzeniu obiadku idziemy do domu.
Nastepny etap po tygodniowych pazdziernikowych feriach.
Etap wydluzania pobytu w szkole.
Mama przywozi mnie do szkoly, potem zostawia mnie na lekcjach, przyjezdza na luncz i zostaje ze mna do godz 15, tak jak inni uczniowie. Podobno tak ma wygladac plan pobytu mamy i moj w szkole.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

September Weekend Holidays

czwartek, 24 września 2009 17:45
September Weekend Holidays---oznacza dla mnie wolne od zajec w szkole.
mam wolne od piatku az do srody 30 wrzesnia

What date is the Glasgow September Weekend 2009?

September Weekend Holidays

It is always the last full weekend in September.
This year it's from 25th (Friday) till 28th (Monday)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

21 - 24wrzesnia ; kolejny tydzien, tym razem krotszy; tylko do piatku

wtorek, 22 września 2009 16:04
poniedzialek -21 wrzesnia
-------------
rano, gdy mialem przygotowywac sie do szkoly zaczalem protestowac...
pogoda nie byla zbyt ladna, wiec mama na zapas martwila sie, co bedzie jesli sie nie wycisze?
Pojsc na pieszo w taka pogode?
Ale na szczescie moj protest nie trwal zbyt dlugo, tak ze pare minut przed przyjazdem szkolnego busika bylem juz calkowicie wyciszony. Chyba znow zadzialalo zapewnienie, ze na obiadek zjem zupke i ...galaratke.
W busiku bylem juz bardzo grzeczny.
Jest tutaj zasada, ze uczniowie czekaja w busukach do 9:30, kiedy bedzie dzwonek na lekcje.
Juz pare dni wytrzymuje grzecznie oczekiwanie na dzwonek w busiku.
Potem zaczely sie normalne zajecia:
omowienie kalendarza i pogody i planu dnia.
Potem wyswietlenie tych informacji na komputerze celem utrwalenia.

W poniedzilek jest tradycja, ze omawiamy jak spedzilismy weekend.
Kazdy mial wybrac obrazek, ktory najbardziej odzwieciedla: co robilem- co sprawilo mi najwieksza przyjemnosc.
Nastepnie pani polecila pani Shene aby skserowala wybrany przez nas obrazek.
Potem ten obrazek wycialem i nakleilem na karcie pracy.
Karte pracy podpisalem i zamiescilem na niej poniedzialkowa date.
na koniec namalowalem buzke- znaczek zadowolenia.
Potem byla przerwa a potem tradycyjnie juz w poniedzialek byly zajecia kulinarne.
Celem utrwalenia zdobytych juz umiejetnosci zadaniem bylo zrobienie sniadania z chrupkow i mleka, oraz tosta.
Najpierw jednak pani przygotowala dla nas rysunki 6 skladnikow sniadania: platki, mleko, sok, chleb, dzem, toster.
Rysunki te posluzyly do cwiczen w rozumieniu mowy.
Zadaniem bylo wyciac wskazany rysunek i nakleic go na kolejnej karcie pracy, ktora tez trzeba bylo podpisac.
Potem zabralismy sie zajec praktycznych.
Pani pytala co jest potrzebne aby mozna bylo smacznie zjesc chrupki z mlekiem.
W mojej klasie sa bardzo madrzy uczniowie, ktorzy swietnie odpowiadali prostym jezykiem na pyatania pani Catherin i przynosili potrzebne skladniki i przybory do pracy.
ja tez wlaczalem sie do pracy ale pod nadzorem mamy, gdyz ja nie rozumiem jeszcze jezyka angielskiego.
Zrobilismy pyszne platki z mlekiem.
Po konsumpcji kazdy po sobie posprzatal- zmyl naczynia, wytarl je  i je poukladal w wyznaczonych miejscach.
Zajecia te zajely nam tyle czasu, ze nie starczylo czasu na zrobienie tosta...no i dobrze, bo za moment byla pora lunczu.
Zjadlem obiadek w szkole i z mama tym razem autobusem podmiejskim przyjechalismy do domku.
-----------------------------
wtorek-22 wrzesnia
We wtorek wstalem z wesola mina i w takim nastroju pojechalem z mama busikiem do szkoly.
Cieszylem sie, jak mama zapowiadala, ze dzisiaj beda zajecia w collegu z panem Colin.
Bardzo lubie te zajecia i oczywiscie najbardziej lubie pana Colin.
Dzisiaj zadaniem bylo pod nadzorem pana zrobic chlebek.
Ale dzisiaj to byl wyjatkowy chlebek.
Pan Colin pamieta, ze ja jestem Polakiem i wymyslil, ze dzisiejszy chlebek zrobie w ksztalcie polskiej flagi.
Pod ndzorem pana zrobilem 2 ciasta:
pierwsze koloru bialego a drugie koloru czerwonego.
Aby powstalo ciato czerwone dodalem do niego sok pomidorowy.
A potem juz byla swietna zabawa: ugniatanie, klepanie itp.
Z pomoca mamy uformowalem z dwukolorowego ciasta polska flage.

Kolejnym zadaniem kulinarnym bylo zrobienie budyniu - custemer
polaczylem proszek z ciepla woda i juz bylo gotowe, a potem degustacja.
Smakowalo mi bardzo.

Pan Colin duzy nacisk kladzie na rozwijanie zmyslow: dotyku, smaku, zapachu, wzroku i sluchu.
Poleca, abysmy powachali, okreslili kolor, czy jest cieple badz zimne, czy slone czy slodkie itp

Zajecia te bardzo szybko plyna i ani obejrze sie a juz musze jechac do domu, bo minela wyznaczona godzina mojego pobytu w szkole.
Z collegu jestem z mama zawozony do domu szkolnym busikiem, gdyz colleg jest oddalony okolo 3 km od szkoly.

Ciekawe, co jutro bedziemy robic i jaki bede miec nastroj.
--------------------
sroda -23 wrzesnia
jakze mama byla szczesliwa, ze i dzisiejszego ranka wcale, a wcale nie protestowalem.
Grzecznie zjadlem sniadanko, ktore przygotowal mi tatus , potem z pomoca mamy umylem sie i ubralem w szkolny stroj;
a potem grzecznie czekalem na busika...
Cala trase bylem grzeczny, chociaz dzisiaj moi koledzy troche rozrabiali w busiku-(pewnie na zmiane pogody).

W szkole dzien znow zaczal sie nieco inaczej niz zwykle.
Pani Catherine oznajmila, ze bedziemy sprzatac teren przy szkole- sprzatanie swiata.
Do szkoly przyjechal pan z odpowiednim ekwipunkiem.
Rozdal kazdemu z nas kamizelke odblaskowa, rekawice ochronne i taki kij- zbieracz smieci.
Udalismy sie do pobliskiego skwerku przy szkole i szukalismy smieci. Naprawde trzeba bylo je szukac, bo akurat tutaj ich nie bylo.
W przeciwienstwie do innych czesci miasta.
Ludzie nie dbaja o czystosc srodowiska i rzucala co popadnie i gdzie popadnie.

Nauczylem sie obslugiwac ten kij- zbieracz smieci (nie wiem jaka nosi nazwe).
Pani robila nam pamiatkowe zdjecia do kroniki szkolnej.

Potem przyszlismy do klasy- omowilismy kalendarz, pogode i plan dnia.
Z planu dnia wyniklo, ze jak co srode po przerwie pojdziemy do sasiedniej klasy, gdzie wspolnie z uczniami tej klasy bedziemy kontynuowac projekt - film o naszej szkole.
Usiedlismy w swoich grupach roboczych, a jest ich 3 .
Pani Catherine mowila caly czas szybko po angielsku wiec z mama malo co zrozumielismy.
Ale po pewnym czasie inna pani wyswietlila na komputerze co juz jest zrobione.
Po jakims czasie polecono abym poszedl z mama do naszej klasy i przepisal na komputerze tekst , ktory na kartce pani Catherin napisala 9 oczywiscie po angielsku).
Pieknie sobie z tym zadaniem poradzilem.
Pani i mama byly ze mnie bardzo dumne.

potem byl obiad i pora do domu.
Z planu szkolnego dnia wynikalo, ze moi koledzy z klasy po obiedzie beda mieli wycieczke busikiem do domow, gdzie kazdy z nas mieszka, Pani Carherine zamierza zrobic zdjecie domu w ktorym kazdy z nas mieszka.
Okolo godz 14:25 rzeczywiscie pod nasz dom przyjechal busik z moimi kolegami i pani wychowaczyni zrobila foto naszego domu.
Ciekawe, co bedzie jutro?
--------------------------
czwartek - 24 wrzesnia

niestety, nie byl to najlepszy dzien pod wzgledem mojego zachowania.
Rano bylo zupelnie dobrze...nawet z humorem weszlem do szkolnego busika.
Jednak w busiku, gdy kolezanki i koledzy glosno zachowywali sie, ja zaczalem sie nakrecac...
Gdy dojechalismy do szkoly zaczalem gryzc raczki...pani zdecydowala ze mama isc juz do szkoly...tylko po co?
mam tam grzecznie siedziec na swietlicy? kiedy mam swoj "maly atak zlosci?" to tylko [pogorszyloby sprawe.
mama zdecydowala, ze pojdziemy na moment na pobliski plac zabaw.
Tam w miare szybko uspokoilem sie: moglem troche pobiegac
Calkowicie wyciszony weszlem do klasy.
Potem pani Catherin zapowiedziala, ze Ashly i ja z pania Shine i mama pojedziemy podmiejskim autobusem do miasta.
Dostalismy bilet i poszlismy na przystanek.
Pani Shine uczyla nas, ze mamy wyciagnac reke gdy przyjedzie autobus i w jaki sposob mamy pokazac bilet kierowcy.
Nadjechal autobus a moj bilet wypadl mi z reki...wiatr go porwal..ale za moment mama go znalazla.
W autobusie mielismy zapamietac, ze jest stacja naprawy ambulansow   a dalej kosciol, dalej coolege gdzie we wtorek mamy lekcje.. Dojechalismy do ASDY.
Pani poszla z nami do sklepiku z telefonami komorkowymi, potem do Primarka, a potem do cafe...
Tam mialem kupic soczek dla siebie a ja wybralem czipsy..
mama z pania Shene wypily mala kawke..
Gdy zjadlem moje czipsy chcialem abysmy juz poszli w inne miejsce...chcialem mamie wypic kawe aby bylo szybciej...czasami tak brzydko sie zachowuje.
Potem poszlismy na przystanek autobusowy aby pojechac do szkoly na luncz.
W autobusie spotkalismy kolegow z sasiedniej klasy.
Bylo wesolo.
Panie robily pamiatkowe zdjecia.
Gdy wysiadalismy z autobusu poprosilam aby zrobiono nam zdjecie jak wychodzimy z autobusu.
Wtedy pan kierowca odezwal sie po polsku...
byl Polakiem i spytal sie mamy w jakim celu te zdjecia robimy, czy do gazety?
wtedy mama wyjasnila, ze szkola prowadzi kronike i zdjecia beda w kronice klasowej.
Milo bylo spotkac rodaka...
Podczas obiadu pani zapowiedziala, ze spotkamy sie dopiero we srode...gdyz jest tutaj tzw SEPTEMBER WEEKEND
nie pojde do szkoly w piatek, poniedzialek wtorek...dopiero we srode..
A w srode.... mam spotkanie w szkole z pania doktor pediatra i dietetykiem...
ciekawe jak to przebiegnie. Bedzie tez polski tlumacz abysmy wszystko dobrze zrozumieli

-----------
od piatku  - 25 wrzesnia -siedze w domu
mam wolne od szkoly w piatek,sobote , niedziele, poniedzialek i wtorek
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

relacja z piatku 18 sierpnia

sobota, 19 września 2009 2:00
Dzisiaj jak juz od tygodnia, pojechalem do szkoly razem z mama szkolnym busikiem.
Mama byla bardzo zadowolona, gdyz wczoraj i dzisiaj rano wcale nie protestowalem aby pojsc do szkoly.
Natomiast 2 dni temu w srode to wprost szalalem ze zlosci przed wyjsciem z domu. Wowczas rodzice zdecydowali, ze pojde z mama na pieszo do szkoly. Tak tez bylo. Na skroty mam blisko  tak ze w szkole bylismy zanim przyjechal busik z dziecmi. Spacerek pozytywnie na mnie wplynal i wyciszony udalem sie na lekcje.

Mama dzisiaj policzyla, ze szkola posiada az 7 busikow. Naszym busikiem jest  dowozonych 7 uczniow , sa 2 opiekunki i mama.
W innych busikach tez nie ma za duzo uczniow.
Pozostali uczniowie sa wozeni taksowkami do szkoly - rodzic nie ponosi zadnej odplatnosci za dowoz.

Dzisiejszy dzien byl tez innym dniem niz pozostale w tygodniu.
Dzisiaj tj w piatek szkole odwiedzili uczniowie z collegu o kierunku fitnes,
Mama nie rozumie jeszcze za bardzo angielskiego wiec nie byla az tak zorientowana: co sie dzisiaj dzialo.
Na holu byly stoiska, przy ktorych udzielano fachowych porad dotyczacych zdrowia. Rozdawano rozne ulotki i gadzety.
Byly losy za 1 funta; i mozna bylo wygrac jakas nagrode. Z mama nie uczestniczylismy w loterii. Nikt tez z naszej klasy nie mial szczescia - losy byly puste.
Innym udalo sie wygrac jakis sprzet sportowy.
W jednej  sali odbywal sie masaz - byla zbyt dluga kolejka wiec nie skorzystalem z tej oferty.
Natomiast w sali, gdzie przebywaja wozkowicze odbyl sie fittnes test.
Skladal sie on z kilka elementow.
Najpierw pani zmierzyla: jaki mam wzrost;
potem zwazyla mnie;
potem zmierzyla cisnienie krwi (bylem dzielny- dalem sobie wykonac to badanie);
potem pani na specjalnym urzadzeniu sprawdzila: jaka jest moja skocznosc;
potem innym specjalistycznym sprzetem sprawdzila moja sile w prawej i lewej rece;
potem sprawdzila pojemnosc pluc;
sprawdzila tez- jak dlugo potrafie stac na 1 nodze.
Wszystkie wyniki pani fizjoterapeutka zapisywala na kartce, ktora potem mama dostala na pamiatke.
Po przyjsciu do naszej klasy kartke z wynikami wziela pani higienistka szkolna i przepisala je do szkolnej kartoteki.
Z pewnoscia beda one wykorzystane podczas konsultacji 30 wrzesnia, bowiem wtedy mam w szkole spotkanie z pania dr pediatra i dietetykiem.
Na PEWNO COS TRZEBA BEDZIE ZROBIC, ABY ZREDUKOWAC MOJA  WAGE, bo waze znow 5 kg wiecej.
Straszne....mama martwi sie tym bardzo i troche ma pretensje do tatusia w tej kwestii, gdyz on stale mi cos podklada dp jedzenia.
Tatus twierdzi, ze moja dieta nie jest az tak kaloryczna, ale...skads te kilogramy sie przeciez biora.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

To juz miesiac

czwartek, 17 września 2009 22:14
Dzisiaj minal miesiac odkad chodze do Newhill School.
17 sierpnia, ( jak juz napisano tutaj) rozpoczal sie nowy rok szkolny, a dzisiaj mamy juz 17 wrzesnia - zatem latwo obliczyc, ze minal juz miesiac mojego uczeszczanai do nowej szkoly.
Szkola, do ktorej chodze na pewno jest bardzo dobra placowka dla dzieci lepiej funkcjonujacych (ja z pewnoscia do takich uczniow nie zaliczam sie). Uczeszczaja tam dzieci z roznymi niepelnosprawnosciami, w tym autystyczne z pewnoscia tez sa.
W mojej klasie jest chlopiec na wozku inwalidzkim, chlopiec z Zespolem Downa, chlopiec, ktory nosi aparat sluchowy, 2 dziewczynki z jakimis niepelnosprawnosciami i ja jako jedyny autysta w tej klasie.
System nauki na pewno jest inny niz w ostatniej mojej szkole w Polsce.
Jest tutaj wiele atrakcji, ktorych ja jeszcze do konca nie rozumiem.
W poniedzialek uczymy sie przyrzadzac sniadanie-
pod nadzorem pan robimy platki z mlekiem oraz tosta z dzemem i sok.
W kazdy poniedzialek przynosimy skladke - 1 funta. Pieniadze te potrzebne sa, aby nauczyc sie robic zakupy.
W kazdym tygodniu pod nadzorem pan wspomagajacych wskazani przez nauczycielke glowna uczniowie jada np. do supermarketu Asda i innych sklepow zrobic zakupy.
Ja ostanio bylem z kolega Markiem, pania Shina i mama w sklepie z zegarkami kupic baterie do zegarka dla  pani Karherin, potem bylismy w Primarku kupic dla pani Janette bluzke a potem poszlismy do samoobslugowej cafe.
Tam Mark kupil dla siebie mleko smakowe a ja soczek. Pani Shine i mama kupily dla siebie cappucino.
Dzisiaj uczniowie Melissa i Mark dostali liste z zakupami i pod nadzorem pani Shine podmiejskim autobusem pojechali tez na zakupy.
Ostatnio na zakupach byla tez Melissa pod nadzorem pani Janette. I tak w kazdym tygodniu kto inny i w innym sladzie jedzie podmiejskim autobusem do okreslonego sklepu w okreslonym celu.

W poniedzialek 14 wrzesnia szkole odwiedzila fryzjerka.
Kazdy z uczniow oddawal sie w jej rece , ktora robila kazdemu z nas inna fryzurke.

Dzisiaj byl danceman- pan, ktory uczyl krokow rappa.
Na holu rozwiesil ekran - rzutnik, polaczony z kompurerem.
Na podlodze rostawone byly edukacyjne maty. Pan wytlumaczyl zasdy gry. I zaczelo sie...
z poczatku bylem zainteresowany tylko tym co dzialo sie na ekranie (typowe dla autysty)...potem pani Caterine wziela mnie i probowala uczyc krokow na macie , jakie wskazywala gra.
Nie wychodzilo to mi kompletnie.
Potem mama wziela mnie pod swoje skrzydla i na zasadzie nasladowania ruchow mamy, a potem jej slownych polecen wykonywalem albo krok w prawo, albo w lewo, albo do tylu, albo zrobilem podskok.

Wczoraj z kolei bylismy na wycieczce w parku Tollcross, w tym przy ktorym do lipca mieszkalismy na Tollcross Road.
Uczniowie lepiej funkcjonujacy po przybyciu szkolnymi busikami przesiedli sie na rowery i na rowerach dotleniali swoje pluca.
A my spacerowalismy alejkami pomiedzy slicznie kwitnacymi o tej porze roslinami. Bylismy tez w malej palmiarni i w mini zoo.

W kazdy wtorek mamy wyjazd szkolnym busikiem do collegu.
Tam pan uczacy w collegu uczy nas gotowac  proste potrawy i piec latwe ciasta. Chyba bardzo lubie te zajecia, co widac po mojej usmiechnietej minie.

Na tej fotce tej chlebek, ktory pod calkowitym nadzorem pana nauczyciela samodzielnie upieklem



Zazwyczaj w srody i piatki rano jest aerobik dla uczniow z naszej szkoly. Uczniowie z calej szkoly- jest nas ok 50 ; schodza sie na hol i jedna z pan przy taktach muzyki pokazuje nam cwiczenia, ktore powinnismy wykonywac.
Powinnismy..no tak - powinnismy.
Ja zazwyczaj nie mam ochoty cwiczyc ... nie wiadomo co jest powodem: czy zbyt duzo liczba uczestnikow aerobiku, czy za szybko zmieniajace sie elementy, ktorych nie potrafie nasladowac...
ogolnie jestem tam aby tylko byc... malo z tego wynasze, gdyz nie sa to cwiczenia indywidualne, albo cwiczenia, ktore juz perfekt potrafie wykonac.
Podobnie w piatki mamy lekcje wf.
Nasza klasa jest wtedy polaczona z klasa uczniow na wozkach inwalidzkich.
Zajecia odbywaja sie na sali gimnastycznej, ktora jest tuz obok szkoly, ale nalezy tam albo dojechac busikiem albo jak ostanio, przejsc sie spacerkiem.
Zajecia te sa raczej na zasadzie zabawy w grupie, gdyz nie mozna ich nazwac cwiczeniami gimnastycznymi.

Wg mamy nie za bardzo usprawnie sie fizycznie po takiej dawce ruchu jaka proponuje sie dla mnie tutaj w tej szkole...ale coz ... to nie jest placowka rehabilitacyjna a jedynie placowka oswiatowa.

Nalezy zadac teraz  pytanie- jak ja sie odnajduje w nowej szkole...
Odpowiedz brzmi - roznie...
Nie wiadomo, czy z wielka ochota chodze do tej szkoly (pewnie do kazdej innej tez tak marudzilbym).

Chce dodac, ze do ubieglego tygodnia byla paskudna pogoda, wiec rodzice poprosili, aby po mnie przyjezdzal szkolny busik.
I od czwartku 10 wrzesnia pod nasz dom ok. 8:45 podjezdza szkolny busik.
Prezentuje to ponizsza fotka. Nie jest to najlepszej jakosci ujecie, gdyz zdjecie zrobione jest z okna naszego mieszkania. Widac rowniez, ze wlasnie od czwartku znacznie poprawila sie pogoda, wlasciwie mamy teraz letnia pogode (na szczescie)

W szkole wg mamy panuje porzadek podobnie jak ...w wojsku. Wszystko musi byc  o okreslonej godzinie, w okreslonym porzadku...
jest mi ciezko sie do tego dostosowac. Na pewno bariera jest rozumienie jezyka- dla mnie zupelnie obcego z czym wiaze sie rozumienie polecen.
Mama na ile sama potrafi tlumaczy mi co mam robic, jest w klasie dla mnie takim cieniem. Siedzi w bliskiej odleglosci ode mnie, mobilizuje mnie do wykonywania wszystkich polecen.
A ja? niestety, zdarza sie, ze ich czasami nie wykonuje i robie zupelnie co innego. Mamie czesto jest z tego powodu przykro...ale taki juz jestem. Wytlumaczeniem na pewno jest moj autyzm...ale czy to rozumieja nauczyciele i pani dyrektor?
Mama uslyszala dzisiaj, jak pani powiedziala do innej pani- he sometimes is nauty (on czasami jest niegrzeczny).

Mama ma juz taki charakter, ze wlasciwie przejmuje sie wszystkim i z tego powodu jest jej przykro. W szkole jest tylko moja asystentka- moim cieniem, Nie jest przez szkole zatrudniona, robi to wolontarystycznie. Nie jest tez odpowiedzialna za moje postepy, choc bardzo by chciala, aby one mialy miejsce.

Dzisiaj dalem mamie powod do dumy, gdyz tydzien temu robilismy z tektury paszcze ryby.
Dzisiejszym zadaniem bylo pomalowanie tej ryby wybrana przez siebie farba.
Mama uwaza, ze poslugiwanie sie pedzelkiem najlepiej mi wychodzi, bardzo staranie i dosyc szybko pomalowalem te rybe a potem z pomoca mamy sprzatnalem miejsce swojej pracy.
Ponownie dalem mamie powod do dumy, gdy zadaniem bylo pokolowanie literek na plakacie przedstawiajacym date moich urodzin.
Pod nadzorem mamy i z niewielka jej pomoca pieknie wykonalem to zadanie w przeciwienstwie moich kolegow,
Na ich kartkach pojawily sie zaledwie jakies plamki lub kolka a ja dokladnie pokolowalem kazda literke.
Potem nasze prace pani zawiesila w klasie na gazetce.
Codziennie mama bedzie mogla podziwiac moja prace plastyczna i bedzie sie starala widziec i pamietac tylko to, co wychodzi mi najlepiej...widziec we mnie pozytywne cechy a nie tylko te nagatywne.
Wszak ---nikt nie jest idealny, tym bardziej, gdy jest sie osoba niepelnosprawna i jest "posiadaczem" autyzmu.
 A teraz kilka fotek z mojego ostatniego okresu zycia;

1. jedna z cech mojego zaburzenia- autostymulacja


2.    moje ulubione zajecie-
   przelaczam pilotem kanaly w tv


3. czekam na jedzonko


4. tatus juz szuka cos dobrego dla mnie ( a moze wlasnie dla siebie?)


5. niestety...to nie jest dla dla mnie-
 nie pije mleka i nie jem takiego czegos, co tatus trzyma w reku


6. to widok z naszego okna na pobliska uliczke i sasiadow


7. a to widok od strony naszego ogrodka
w szybkim tempie powstaja nowe domy


8. a to jedno z moich ostatnich cwiczen w domu-
utrwalam  rozpozawanie pelnych godzin na zegarze


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Autyzm mozna leczyc

wtorek, 15 września 2009 1:07
wpis jest skopiowany i troche zmodyfikowany z blogu

http://www.autystyczna-mama.bloog.pl/

Wywiad z DR JAQUELYN McCANDLESS, autorką książki "Dzieci z głodującymi mózgami. Przewodnik terapii medycznej zaburzeń autystycznych".

 tekst znajduje sie na stronie:  

http://www.dzieci.bci.pl/strony/autism/wywiadMc.htm

warto  przeczytać, co pani dr McCandless ma do powiedzenia na temat

MEDYCZNEJ EWALUACJI /TERAPII ZABURZEŃ W SPEKTRUM AUTYZMU.

Nie wkleje całego tekstu, wiadomo dlaczego, streszczę w punktach co  wydaje sie byc  najważniejsze (całość przeczytacie sobie jak ktoś będzie miał ochotę).

1. Autyzm jest uleczalny, im wcześniej zaczynamy tym lepiej. Oczywiście zgadzam się. Wiadomo też, że autyzm nie leczony postępuje. Ograniczyłabym jednak entuzjazm. Pod uwagę należy brać to, że wszystko zależy od indywidualnego podjeścia - czasem nie da zrobić się nic, leczenie nie skutkuje. Ale są uwarunkowania medyczne, które pozwalają na "wyciągnięcie" dziecka z choroby praktycznie całkowicie.

2. Nie jest nigdy za późno aby zacząć pomoc dla tych chorych fizycznie dzieci, aby miały lepsze zdrowie.

3. Szczepionki dla niemowląt zawierające toksyny i antybiotyki zniszczyły układ pokarmowy i system odpornościowy tych dzieci.

4. Zdrowie jelit ma podstawowe znaczenie na drodze leczenia.

5. Gdy przerwiemy spożywanie pokarmów utrwalających zapalenie jelit i wykorzystamy pomocne badania laboratoryjne jako przewodnik, dajemy dzieciom składniki odżywcze niezbędne dla ich głodujących mózgów i możemy odpowiednio leczyć i zapobiegać infekcjom jelit, które powodują tak wiele problemów ze stolcem.

6. Poznaliśmy sposoby usuwania metali ciężkich (chelacja) z organizmów dzieci autystycznych.

7. Rozpatrywanie autyzmu jakby była to głównie choroba genetyczna jest, moim zdaniem, stratą dużej ilości czasu i pieniędzy.

8. Uważam, że głównym powodem obecnej epidemii autyzmu jest Thimerosal (substancja konserwująca) w szczepionkach i ilość szczepień robionych dzieciom (...)  każdego dnia coraz więcej badań pokazuje, że Thimerosal jest straszną neurotoksyna dla mózgu - zaczyna serię wydarzeń, które są bardzo zgodne ze wszystkimi symptomami i oznakami, jakie widzimy u naszych autystycznych dzieci.

9.   Połączenie terapii behawioralnej i edukacyjnej z terapią biomedyczną, (która sprawia, że dzieci mają zdrowe jelita i zdrowy system odpornościowy) pomaga im (dzieciom) w robieniu większych postępów i w osiągnięciu lepszego stanu zdrowia.

10. Te dzieci maja niedobory składników odżywczych i problemy w absorpcji, więc ich mózg nie otrzymuje niezbędnych składników, aby funkcjonować na normalnym poziomie.

11. Autyzm to choroba jelita, ponieważ prawie zawsze u tych dzieci, (jeśli są poddane endoskopii) stwierdza się zapalenie jelita i powiększenie węzłów limfatycznych.

12. Potrzebujecie lekarza, który jest otwarty na fakt, że te dzieci są fizycznie chore i potrzebują badań, aby sprawdzić stan jelita, aby zobaczyć czy mają infekcje candidy lub infekcję bakteryjną i lekarza, który jest chętny sprawdzić, jakiego rodzaju terapie, takie jak środki przeciw grzybom i suplementy, potrzebują te dzieci, aby zaczęły powracać do zdrowia.

13. Jeśli nie doprowadzimy jelita do zdrowia, to nie możemy dotrzeć nigdzie z tymi dziećmi. Leczenie jelita to numer jeden.

14. Najlepsza rzeczą jest zbadanie wszystkiego - jelita, systemu odpornościowego, systemu metabolicznego i toksyn.

15. Najpierw jest leczenie jelita i zastąpienie składników odżywczych, a następnie naprawienie metabolizmu, lecz w istocie WSZYSTKO POWINNO ODBYWAĆ SIĘ JEDNOCZEŚNIE. Następnie, gdy dzieci są w dobrym stanie, trzecia rzecz to usunięcie metali ciężkich. Wtedy zaczynamy myśleć o chelacji i o procesie detoksyfikacji.

Jedno z najważniejszych zdań, które mozna przeczytac, o czym wielu rodzicow przekonuje wielu  lekarzy , to:

"Najważniejsze jest to, że te dzieci nie mogą powiedzieć nam kiedy coś je boli. Mają wysoki próg bólu i mogą mieć straszne zapalenie jelit lub poważną infekcje uszu i wtedy mogą być bardzo niespokojne, lecz nie mogą wskazać swego ucha, nie mogą powiedzieć nam co się dzieje. Wiec ogromnie ważne jest, abyśmy mieli wysoki poziom podejrzenia, że one są fizycznie chore, abyśmy mogli je leczyć."

Zachęcam do lektury, bo jest tam jeszcze mnóstwo innych ważnych informacji.


&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&

Jedna z matek odbyla niedawno wizyte lekarska w Warszawie na ul. Rakowieckiej u wspanialej pani dr zwanej przez rodzicow MCK

Pani dr  analizowala fakty z zycia coreczki pani M.w powiazaniu z wynikami badan lekarskich ( wynik tego w badaniu w powiązaniu z tym i tym i tamtym i lekarstwem i infekcją i szczepionką i ladi dai da.)
na koniec stwierdzila odnosnie stanu zdrwia dziecka:

"Oczywiście, że ona nie jest zdrowa", "Oczywiście, że jest problem", "Oczywiście, trzeba działać"

Wyszlo na to , ze
jest podejrzenie zapalenia jelit, być może zespół małego jelita.
Matka otrzymala mini wykład o tym, jak funkcjonują jelita prawidłowo a jak nie.


Wyszło na to, że najpierw nalezy zajac sie leczeniem jelit.
 Dopiero wtedy mozna działać dalej.


Matka wspomina:
"W związku ze skomplikowaną sytuacją żywieniową dostałam bezpłatną próbkę Fresubin Energy Drink (200 ml, smak truskawkowy). Kazano mi podać Princessie, czy będzie piła. Cała butelka poszła w 5 minut. Pani Doktor prawie zrobiła gest Marcinkiewicza ("YES, YES, YES"), bo jak pije to będzie dobrze. To taki napój, który podaje się w rekonwalescencji, przy braku apetytu, skrajnym wyczerpaniu i wygłodzeniu. 5 takich buteleczek to dzienne zapotrzebowanie na kalorie dla mojej laleczki."

Dodala:
"
Zalecony oczywiście Organix - nawet dwa (kał i mocz). Tak się złożyło, że następna wysyłka za 4 dni, więc jak już tu jestem to czy reflektuję. Reflektowałam (uszczupliło to moją kartę o 2.900 zł). Ale byłam przygotowana, więc niespodzianki nie było. Dostałam też trochę tabletek (EDTA 625 mg), którymi będziemy leczyć jelita. Ale jeszcze nie teraz, poczekamy co pokażą wyniki."

Ponadto :
"
Zalecono mi zrobić dodatkowe badania:

IgA IgM IgG IgE całkowite IgA IgG przeciwgliadynowe przeciwtransglutaminazie tkankowej, przeciwendomysialne, ASO, kwas moczowy, proteinogram, morfologia z rozmazem, miedź, cynk, ceruloplazmina, amoniak w surowicy, wapń wodny i zjonizowany, fosforany, PTH, 25OHD."

Na razie żadnych lekarstw, żadnych suplementów do czasu zebrania wyników.

Oczywiście dieta: bezglutenowa, bezmleczna, bezcukrowa i bezkazeinowa.
"

%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

Tak kalkulujasie ceny leczenia dziecka z autyzmem na poczatku drogi

Dla zainteresowanych kosztami (bo to też jest bardzo ważne - wiadomo, że to leczenie tanie nie jest). Jak na razie to koszty są takie:

- 300 zł wizyta u Pani Doktor MCK

- 120 zł wizyta u Pani Dietetyk (ale to sama chciałam, nie jest obowiązkowe)\

- 1450 zł Organix mocz

- 1450 zł Organix kał

- bilety - nie liczę, bo to każdy inaczej ma,

- Fresubin Energy Drink - między 7,50 a 9 zł w zależności od miejsca. Moja potrzebuje od 2 do 5 dziennie.

Jeśli chodzi o dodatkowe badania....        cdn na blogu

http://www.autystyczna-mama.bloog.pl/



Podziel się
oceń
5
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

szkola..a potem dom

sobota, 05 września 2009 12:35
Od 17 sierpnia chodzé od poniedzialku do piátku wlacznie do szkoly z asystentem, ktorym jest moja mama. Na razie w szkole jestesmy od godz. 9:30 gdyz o tej godzinie rozpoczynajá sié zajécia w szkole.
O godz. 12:15 jest luncz, i po zjedzeniu obiadku idziemy do domu.
Jestem na razie tak krotko, abym sie przyzwyczail do nowego miejsca , nowych ludzi i nowych obowiazkow.
Pozostali uczniowie w szkole sa do godz15:00. Po czym szkolne busiki rozwozá uczniow pod sam dom.

Tak wygláda plan lekcji w mojej klasie


W piátek mamy muzyké...
Panie staraja sie nam urozmaica lekcje.
Ostatnio uczyly nas tanca MAKARENA
Potem przyniosly rozne przebrania, aby bylo wesolo.

Tutaj jestem z mamá, mam niepocieszoná miné...



Juz wspomnialem, ze o godz. 12:15 jest luncz.
To jadlospis -
moge wybrac 1 danie sposrod 5 oferowanych (oprocz tego jest zupka podawana w kubku, owoce, surowki, mleko smakowe)



************************************************
A to juz w domku

Mama stara sié troszké mnie oswajac z nowym jézykiem. Z biblioteki wypozyczylismy slownik ang-polski w obrazkach


tak slownik wyglada w srodku


Podobnie jak w Polsce mama sama robi pomoce do mojej nauki.
Tutaj uczé sie nazw dni tygodnia

Po lewej stronie sá naklejone na kartce nazwy dni tygodnia, zas po prawej stronie rzepy, do ktorych dopasowuje takie same wyrazy
(nawiasem mowiac, nie mam z tym cwiczeniem problemow, gdyz uwielbiam cwiczenia na dopasowywanie. Gorzej idzie mi z zapamietaniem uslyszanych wyrazow)

Tutaj ucze sie rozpoznawac szkockie monety...
na razie cwicze jedynie dopasowywanie monety (konkretu) do obrazka

zauwazyliscie, ze kilka monet  brakuje...ale na pewno w odpowiednie miejsca je dopasujé

**************************************
A to moje ulubione danie....
jeszcze jest w garnku, ale za moment bedzie na talerzu, a potem w moim brzuszku




88888888888888888888888888888888888888888
Juz widzieliscie dom, w ktorym mieszkamy od 16 lipca 2009r. Dom ten wynajmujemy. Tuz za naszym plotem w szybkim tempie powstaja nowe domy...moze jeden z nich bedzie nasz? (marzenie)





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

17 sierpnia w galerii- poczatek dnia nowego roku szkolnego

piątek, 28 sierpnia 2009 16:04
Zamieszcze teraz zdjecia z pierwszego dnia realizacji obowiazku szkolnego
w roku 2009/2010
zdjecia sa z dn 17 sierpnia, kiedy to rozpoczal sie nowy rok szkolny

Ubralem juz biala bluzke - polo


mam juz spodnie i bluzke



zalozylem bluze z logo szkoly







zakladam  buty na nogi


jestem juz gotowy



jeszcze kurtka i czapka

pora wychodzic z domu do szkoly

a to moje kolezanki i moi koledzy z klasy



na zdjeciu:
David, Melissa, Ashley, Jonathan, Mark i ja we wlasnej osobie

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

piatek-28 sierpnia

piątek, 28 sierpnia 2009 15:44
Idac dzisiaj do szkoly ponownie musielismy uzyc parasola - taka tutaj pogoda.
Ale gdy doszlismy do szkoly zaswiecilo sloneczko, takze gdy omawialismy- jaka jest dzisiaj pogoda zamiescilismy znaczek SLONECZKO.
Najpierw przy taktach szybkiej muzyki byla gimnastyka na holu dla uczniow z calej szkoly. Nie mialem zbytniej ochoty sie ruszac. Pani w scenariuszu ma, ze najpierw sa podskoki, bieg w miejscu, obroty, rozciaganie sie...itp.
Nastepnie cwiczenia na siedzaco, potem na lezaco na zakonczenie jest muzyka relaksacyjna i odpoczywamy.
I ta ostatnia forma aktywnosci najbardziej mi odpowiada.
Mama martwi sie, ze to czego nauczylem sie na rehabilitacji w Grudziadzu idzie w zapomnienie. Robie sie strasznym leniuchem.
Po gimnastyce wrocilismy do klasy, omowilismy kalendarz i plan dnia.
Potem poszlismy do sasiedniej sali i tam pani dyrektor omawiala jakas sprawe, chyba chodzilo o to jak mamy zachowywac sie wszkole.
Za duzo nie zrozumielismy z mama o co chodzilo na tym spotkaniu.
Potem miala byc lekcja wf.
Tuz obok szkoly jest klub sportowy, w ktorym jest sala gimnastyczna.
W lekcji wf brala udzial nie tylko nasza klasa ale rowniez klasa uczniow na wozkach inwalidzkich.
Chociaz do klubu mamy zaledwie pare metrow nauczyciele postanowili, ze podjedziemy szkolnym autobusem.
Gdy przyjechalismyna miejsce , mielismy ustawic sie w kole na sali gimnastycznej.
Na srodek wyszla jedna z pan nauczycielek i pokazala kilka cwiczen gimnastycznych w formie zabawy.
Niektorzy uczniowie nasladowali pania a inni podobnie jak ja nie cwiczyli.
Potem panie rozwinely kolorowa mate przy ktorej mielismy kilka zabaw.
I na tym wf sie skonczyl.
Znow udalismy sie do autobusu i przyjechalismy do szkoly.
W klasie zaczela sie lekcja muzyki.
Pani wlaczyla kasete z piosenka Makarena i pani Sheena i pani Jeanette pokazywaly nam jak sie tanczy Makarene.
Swietnie to im wychodzilo.
Potem panie zachecaly po kolei abysmy i my tanczyli z paniami.
Nie za bardzo to nam wychodzilo. Najlepiej tanczyl David.
Potem pani kazdego z nas pytala sie: czy chce tanczyc czy grac na bebenku.
Wybralem bebenek.
Panie przyniosly smieszne maski i peruki.
Przebralismy sie .Jedni grali na bebnach a inni tanczyli. Bylo bardzo wesolo. Pani robila zdjecia na pamiatke.
Potem dzwonek oznajmil, ze juz zaczela sie pora lunczu.
Po obiedzie poszedlem z mama spacerkiem do domu.
Byla sliczna sloneczna pogoda.Oby jak najdluzej taka sie utrzymala.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek 27 sierpnia

czwartek, 27 sierpnia 2009 23:53
Do szkoly poszlismy na pieszo bo rano byla ladna pogoda. Po spacerku na swiezym powietrzu w klasie bylem bardzo senny i nie mialem ochoty pracowac.
Gdy pani poprosila mnie, abym przyczepil symbol dzisiejszej pogody odmowilem wspolpracy.
Na nic zdaly sie prosby wszystkich pan.
W koncu moj kolega zrobil to zadanie.
Nastepnie pani stwierdzila ze pani Sheena mama i ja pojedziemy autobusem na wycieczke do sklepu. Dokladnie nie wiem jaki byl cel wycieczki, ale wiem ze pojechalismy do marketu odziezowego PRIMARK. Domyslam sie jedynie, ze pani zamierzala kupic jaket, czyli jakas kurtke chyba dla mnie , gdyz mam byc aktorek w kreconym przez kolegow z klasy filmie.
Niestety, jaketu nie kupilismy.
Pani zaproponowala pojscie do cafe, ktora jest przy markecie ASDA.
Dla mamy i siebie pani zamowila kawe a dla mnie soczek pomaranczowy.
Po skosztowaniu tych wspanialosci poszlismy jeszcze do ASDY, tam pani tez szukala tego jaketu.
Nie bylo i tutaj rowniez jaketu.
Mama postanowila, ze pojdziemy poszukac zelek i ja bede probowac samodzielnie obsluzyc sie w sklepi.
Znalazlem na polce zelki, zabralem paczke i udalismy sie do samoobslugowej kasy.
Z niewielka pomoca pani obsluzylem kase i kupilem zelki.
Poczestowalem pania i mame i pare sztuk sam zjadlem.
Ale niestety, cala paczke na raz to za duzo, abym zjadl, wiec mama schowala reszte na pozniej do torebki.
Potem pojechalismy autobusem do szkoly.
Gdy weszlismy do klasy pani Catherine pracowala z pozostalymi uczniami przy stoliku.
Mialem dolaczyc do nich, ale protestowalem.
Wiec pani postanowila, ze skoro jest to juz godz 12 wiec moge z mama pojsc do domu.
Nie zjadlem wiec dzisiaj obiadku w szkole, tylko spacerkiem poszlismy do domu.
Po poludniu pogoda sie pogorszyla, ale pomimo tego poszedlem z tatusiem na spacer do sklepu w pobliskim Glasgow Fort.
Tatus kupil mi czipsy, z czego bylem bardzo zadowolony.
W przypadku mojej choroby powinienem stosowac diete: ograniczac slodycze, lub wogole je wyeliminowac, nie jesc potraw zawierajacych gluten i mleko.
Ja niestety nie stosuje zadnej diety, gdyz jest na ten temat tatus ma odmienne zdanie.
Moze, gdybym stosowal diete lepiej funkcjonowalbym i nie mialbym zlych zachowac.
Dzisiaj niestety takie nieodpowiednie zachowanie sie pojawilo.
Gdy bylem w domu w toalecie stymulowalem sie slownie.
W pewnym momencie Tomek- moj brat przerwal mi te autostymulacje, co wprawilo mnie w wielka zlosc.
Zszedlem do pokoju na parter i szalalem.
Gryzlem raczki, podskakiwalem albo szalalem na kanapie.
Mama nie reagowala na moje zachowanie, ignorowala je i po pewnym czasie uspokoilem sie.
Ten moj autyzm jest czasami okropny...
Czesto wlaczam sobie komputer i wyszukuje rozne filmiki.
Zaczynam od Dr Quinn...a potem inne.
Dzisiaj wyszukalem........, poszedlem do kuchni i z pamieci napisael tytul na kartce.
Tatus podziwial jak ladnie to zrobilem.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

sroda 26 sierpnia

środa, 26 sierpnia 2009 23:31
Dzisiaj  rano znowu byla mzawka wiec do szkoly wybralismy sie podmiejskim autobusem.
W autobusie spotkalismy pania Sheene (czyt. Sziné) tj nauczycielke wspomagajaca nauczycielke glowna w naszej klasie.
Bylo to mile spotkanie, gdyz pani Sheena jest bardzo sympatyczna i ma wielkie poczucie humoru.
W szkole bylismy jeszcze przed dzwonkiem wiec najpierw czekalismy przy drzwiach wejsciowych z boku budynku.
Po pewnym czasie nadjechal autobus szkolny z uczniami i pan kierowca powiedzial nam abysmy od frontu weszli do szkoly.
Drzwi otworzyla nam pani z personelu szkoly i polecila abysmy poszli do swietlicy poczekac na dzwonek.
W swietlicy przy stoliku siedzialo juz kilku moich kolegow: kolorowali cos a inni przegladali jakies ksiazeczki.
Po kilku minutach rozlegl sie dzwonek i poszlismy do klasy.
W klasie czekala na nas juz pani Catherine - tutor tj wychowawca klasy i pani Jeanette oraz wspomniana juz pani Sheena tj nauczycielki wspomagajace pania Catherine
I zaczely sie lekcje.
Miala byc gimnastyka na holu ale z jakiegos nieznanego nam powodu dzisiaj sie nie odbyla.
Zatem tradycyjnie najpierw  omowilismy kalendarz, pogode i plan dnia.
Z planu dnia wynikalo, ze dzisiaj najpierw beda cwiczenia w pisaniu-writing, potem break (przerwa)potem talking (rozmowa) potem IT (komputer) luncz-obiad; potem science (nauka)...a na koniec taim home czyli powrot do domu.
Oczywiscie moj plan byl krotszy- bo po obiedzie ja juz ide do domu.
Po przerwie sniadaniowej byla naspodzianka - poszlismy do sasiedniej klasy,
Tam byli koledzy ktorzy bardzo dobrze funkcjonuja.
Pani prowadzaca te klase pokazala nam kamerke filmowa i z rozmowy wyniklo, ze nakrecimy film.
Odbyla sie burzliwa rozmowa - podzial rol i zadan dla kazdego z nas. Zostalismy podzieleni na 3 grupy.
Nasza pani Catherina bedzie rezyserem a ja... aktorem. Nie pamietam jakie funkcje otrzymali moi koledzy.
Pani powiedziala, ze przez 6 tygodni bedziemy co srode spotykac sie w tej klasie i tworzyc film.
Potem byl obiadek i poszlismy spacerkiem do domu.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

wtorek-25 sierpnia

wtorek, 25 sierpnia 2009 13:51
No i dzisiaj juz jestem ze szkoly w domu.
Dosyc wczesnie wstalem, ale mialem dobry humor.
Mama otrzymala 2 kartki z menu, wyszczegolnione jest na nich: co jest na obiad.
Dzisiaj powinno byc:

ZUPA:   lentil soup and selection of bread

potem do wyboru jedno danie sposrod a) b) c) d)e)

a) chicken curry
    boiled rice
    tomato and onion salad

b) pizza
    peas and sweetcorn

c) turkey sandwich
    side salad

d) tuna mayonaise
    baguette

e) baked potato
    chicken mayonnaise

jako surowke dodatkowo mozna wybrac:
lettuce
tomato
cucumber
spring onion
mixed peppers

na deser-
yoghurt
selection of truit

do picia;
semi-skimmed milk
refresh water
---------------------------------
no i mama zapowiedziala, ze jak bede grzeczny to w szkole dostane pizze.
Bardzo sie ucieszylem i z checia przygotowywalem sie do szkoly.
Rano bylo pochmurnie, ale dosyc cieplo.
Przyszlismy punktualnie do szkoly.
Musielismy troche poczekac az bedzie dzwonek. Gdy sie rozlegl, ze szkolnych autobusow wyszli uczniowie (bo tam cierpliwie czekali na dzwonek) i razem weszlismy do klasy.
Zdjalem kurtke i chcialem zmienic buty, ale pani zapowiedziala, ze dzisiaj bedziemy miec wycieczke do college.
Najpierw zatem szybciutko omowilismy pogode i kalendarz i plan dnia, z ktorego wynikalo, ze dzisiejszy dzien spedzimy w coledzu.
Pani powiedziala, ze ja z mama bede tam do godz 12.
Tak tez bylo.
Po jakims czasie pojechalismy szkolnym autobusem najpierw w 1 miejsce (nie wiem co to bylo), a potem do College.
Tam przywitali nas pani i pan. Pokazali nam niektore pomieszczenia, biblioteké, toaleté dla niepelnosprawnych, sensory garden i zaprowadzili nas do jednej zklas.
Tam odbyla sie wstepna rozmowa - przyjecie formularzy- aplikacji do wizyt w colledzu w tym roku szkolnym.
Gdy pan wszystko spisal zaprowadzil nas do kuchni.
Zapowiedzial, ze z naszym udzialem sporzadzi kilka latwych potraw.
Ubral fartuch, a potem umyl rece i wydezynfekowal jeszcze jakims plynem.
Kazdemu dal nam kapeczke tego plynu, abysmy wiedzieli jaki ma zapach, konsystencje i jakie to jest uczucie posmarowac takim zelem.
Caly czas mowil po angielsku, choc wspomnial, ze jego dziadkowie tez byli Polakami, ale on nie potrafi mowic po polsku.
Wyjal z lodowki jogurty i dal kazdemu jogurt o innym smaku.
Ja dostalem truskawkowy, bardzo mi smakowal.
Nastepnie pan zamierzal upiec ciasteczka - muflony z naszym udzialem.
Do miski wsypal ciasto w proszku, dodal jajka i mleko po czym podszedl do mnie i polecil mi abym mieszal.
szlo to mi wysmienicie.
Kazdemu z moich kolegow tez dal sprobowac- jak miesza sie ciasto.
Chyba najlepiej mi to wychodzilo, bo na koniec pan dal mi znow miske abym mieszal to ciasto.
Nasze muflonki byly czekoladowe a inna grupa robila muflonki waniliowe.
Do foremek pan juz nalozyl ciasto.
Potem pan dal mi rekawice do pieczenia i wspolnie wlozylismy curowe ciasteczka do piekarnika.
Teraz nalezalo tylko czekac az sie upieka.
W miedzyczasie pan rozmawial z nami o smakach jogurtow i ...lekcja trwala jeszcze dalej.
Niestety, zblizala sie godz 12 wiec pani powiedzial, ze czas abym z mama pojechal do domu.
Zaprowadzila nas do szkolnego autobusu i pan kierowca zawiozl nas do domu.
Tak wiec nie bylo zapowiedzianej pizzy w szkole ale jadlem jogurta i jablko, ktore mialem z domu.
Bylem bardzo grzeczny na wycieczce w nowym dla mnie otoczeniu, chociaz mialem wypieki na twarzy i w oczach byl lek.
Na pewno miejsce to kojarzylo mi sie ze szpitalem_ dlugie korytarze i pelno sal.
Jednak w obecnosci mamy nie bylo tak strasznie . Faktem bylo tez ze swietnie sobie radzilem pomagajac panu kucharzyc.
Pani zapraszala mnie abym jutro tez z mama przyszedl do szkoly. Chyba mnie wszyscy juz polubili.
zatem do jutra...a dzis?
moze jeszcze pojdziemy z mama poplywac...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

kolejny tydzien realizacji obowiazku szkolnego -poniedzialek 24 sierpnia

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 22:36
24 sierpien -poniedzialek
bardzo wskazana  w terapii autyzmu jest metoda Dennisona, w ktorej stosuje sie m.in. ruchy naprzemienne.
I byc moze, ja já stosuje odnosnie mojego zachowania w stosunku do checi pojscia do szkoly.
Mama zauwazyla, ze moje zachowanie jest naprzemienne. Raz jest ok , innym razem niestety sprawiam wielkie zaklopotanie,
Dzis na szczescie bylo...super- nie protestowalem.
Byc moze dlatego, ze pospalem sobie dluzej. Dzisiaj spalem az  do godz.8:30
Grzecznie zjadlem sniadanie i przygotowalem sie do pojscia do szkoly.
Byla sliczna sloneczna pogoda to i spacer nalezal do przyjemnosci.
W szkole zdjalem kurtke i przebralem buty, a potem czekalem na rozpoczecie lekcji.
Dzisiaj kolega Mark z jedna pania nauczycielka pojechal na wycieczke- dokad- tego nie wiem. Wrocili dopiero na obiad.
A my najpierw omowilismy kalendarz, pogode i plan dnia (wszystko z uzyciem piktogramow)
Do przerwy mielismy cwiczenia w mowieniu. Najpierw  Pani omowila jak spedzila weekend- potwierdzila to odpowiednimi obrazkami- piktogramami.
Nastepnie kazdy z nas wybieral obrazek i opowiadal: co robil podczas weekendu.
Glosny dzwonek oznajmil przerwe.
Skorzystalem z toalety, umylem rece, wzialem jablko i udalem sie z mama do wszystkich uczniow na przerwe.
Tradycyjnie juz kazdy mogl kupic sobie albo jakis owoc, albo soczek albo czipsy.
Kazdy tez mogl robic na co mial tylko ochote: niektorzy kolorowali rysunki, inni podskakiwali sobie, inni ogladali bajke w tv, ...
Po przerwie byly cwiczenia w sluchaniu i rozumowaniu.
Tzn pani omawiala z nami temat : sniadanie.
Kiedy w ciagu dnia wystepuje, jakie jedzenie pasuje do sniadania-(wybor odpowiednich obrazkow), co jest zdrowe, a co mniej zdrowe do jedzenia.
na stole zostaly obrazki:
mleko, platki kukurydziane, dzem, chleb ,maslo,sok owocowy
Nastepnie pani polecila aby kazdy z nas przyniosl takie same konkretne przedmioty i dopasowal je do odpowiedniego obrazka.
Ja mialem zadanie przyniesc dzem i dopasowac go do odpowiedniego obrazka.
Pani zaproponowala, ze wspolnie przygotujemy sniadanie, ktore bedzie skladalo sie z platkow z mlekiem i tosta z dzemem i sok owocowy.
Motywowala nas do myslenia: co jest potrzebne aby sporzadzic te potrawy.
Nasza szkola jest swietnie wyposazona we wszystkie pomoce do nauki.
Na korytarzu stoi szafa z naczyniami, oznakowana obrazkami, w klasie jest m.in. zlew, lodowka i sporo szafek,
wiec nie trudno bylo nam znalezc odpowiednie przybory do prac kulinarnych.
Sporzadzone przez nas samodzielnie platki z mlekiem bardzo nam smakowaly.
Gdy z pomoca pan koledzy robili tosty ja zaczalem sie juz nieco denerwowac. Probowalem wymusic wyjscie z klasy sygnalizujac, ze chce korzystac z wc, po przyjsciu z klasy nie chcialem usiasc do jedzenia tosta tylko chcialem pojsc do ogrodu...i tak na przemian: do wc, a potem do ogrodu...
moze i dobrze, ze nie zjadlem tosta, bo za chwileczke byla juz pora obiadowa...
glosny dzwonek ja oznajmil i w okreslonym porzadku udalismy sie na obiad.
Ustawilem sie w kolejce po swoje danie i wtedy mama zorientowala sie, ze na stoliku jest wystawka 5 potaw, sposrod ktorych mozemy sobie wybrac 1 do jedzenia.
pokazalem, ze ja chce jesc lassanie , taka wloska potrawe, inne jakos sa mi malo znane.
Oczywiscie byla zupka w kubku, rozne surowki, galaretka, kawaleczek arbuza i mleko smakowe.
Wszystko bardzo mi smakowalo oprocz brokula, ktorego zjadlem tylko kawaleczek.
Po obiedzie poszedlem z mama spacerkiem do domu.

Po poludniu na godz. 16:50 mialem wyznaczona wizyte u lekarza GP- czyli lekarza 1 kontaktu.
Rodzice mi o tym nie mowili, bo strasznie boje sie wizyt u lekarza.
Mama mowila, ze pojdzie ze mna na basen.
Spakowala stroj kapielowy dla siebie i kapielowki dla mnie i inne akcesoria potrzebne na basen.
Mozemy podjechac autobusem na plywalnie, ale mama postanowila, ze pojdziemy piechota.
Do przychodni juz pare minut wczesniej pojechal autobusem tatus, a my mielismy dojsc pozniej.
Po drodze mama oznajmila mi, ze pojdziemy na basen ale najpierw pani doktor zwazy mnie i zobaczy jaki jestem duzy.
Nie protestowalem i jakos dalem sie oszukac, czy przekupic, aby pojsc do osrodka zdrowia.
Na poczekalni co chwile mama utwierdzala mnie, ze pani doktor sprawdzi tylko czy uroslem.
Po pewnym czasie przez glosnik wyczytano moje nazwisko.
Poszlismy do gabinetu lekarskiego. Mial byc tlumacz, ale on sie spoznil i dolaczyl do nas za pare minut.
Okazalo sie, ze tutaj lekarzem GP jest pan doktor a nie pani.
Okazywalem strach, ale w obecnosci rodzicow nie byl on az taki wielki.
Tatus opowiadal jakie sprawiam czasami problemy i radzil sie jak im sprostac.
Mam miec rowniez wizyte w szkole z pania doktor Flower, ktora juz w czerwcu zainteresowala sie moja sytuacja zdrowotna. ma byc tez konsultacja z dietetykiem ze wzgledu na moja otylosc.
I z tymi specjalistami skontaktuje sie tez lekarz GP i obiora wspolny profil mojego leczenia.
Abym za nadto sie nie stresowal pan doktor wyrazil zgode, ze jak tylko zwazy mnie i sprawdzi moj wzrost to moge pojsc z mama na basen. Tak tez bylo.
W gabinecie pozostal tatus i tlumacz i omowili szczegoly tej wizyty.
A ja bylem bardzo szczesliwy, ze znow moglem popluskac sie w wodzie.
Po takim pluskaniu znacznie lepiej sie spi i...byc moze jutro nie bede prostestowal aby pojsc do szkoly.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

kolejne dni w szkole cdn

sobota, 22 sierpnia 2009 19:45
piatek-21 sierpnia...
niestety, w piatek rano bardzo protestowalem; nie chcialem szykowac sie do szkoly.
Potwornie gryzlem raczki, krzyczalem, skakalem  (nie wiadomo jak opisac to zachowanie).
Nie pomagaly zapewnienia mamy, ze bedzie zupka, galaretka ...
Niestety, nie wygralem z mama. Nie pomogl moj czynny protest (nawet zostal po nim slad na scianie, gdyz siedzac na krzesle zaczalem "bujac sie" i krzeslo bylo za blisko sciany i uderzylo w sciane)TYlko wine ponosi raczej ta osoba, ktora przystawila to krzeslo przy scianie (prawda?)...
Takie brzydkie moje zachowanie trwalo jednak zaledwie pare a moze parenascie minut, po czym uspokoilem sie i przygotowywalem sie pod opieka mamy do wyjscia do szkoly.
W piatek rano swiecilo sloneczko, wiec spacer do szkoly nalezal do przyjemnosci.
Wchodzac do klasy pani oznajmila abysmy z mama natychmiast poszli do duzej sali na aerobik i cwiczenia gimn. dla wszystkich uczniow szkoly.
Na holu mame zaczepila ktoras z pan personelu szkolnego i powiedziala, ze od poniedzialku24 siepnia po nas z mama bedzie przyjezdzal pod dom szkolny autobus. Na co mama odpowiedziala, ze prosi, aby ten przywilej na razie zostal zawieszony, gdyz dla mojego dobra- dla dobra mojej kondycji bedziemy chodzic do szkoly spacerkiem.
Byc moze z zaoferowanej uslugi skorzytamy w przyszlym miesiacu.
Mama chce tez aby w trakcie spaceru ja sie odprezyl i wyluzowal i abym w dobrym humorze wszedl do klasy,
Po zajeciach z PI (tak je pani nazwala) wrocilismy do klasy. Na prosbe mamy Pani rozkroila torcik, ktory dla poczestunku przynieslismy do szkoly. Niestety , wszyscy pili tylko soczek, gdyz jest zakaz picia w klasie kawy (nawet przez doroslych) .
Potem byla przerwa.
Po przerwie pani omowila z nami plan dnia i przeanalizowalismy kalendarz:
ktory dzien, data, jaka pogoda.
Wszystko robilismy z uzyciem piktogramow,
Potem zgodnie z planem piatkowego dnia odbyly sie cwiczenia w pisaniu.
pani dala kazdemu kartke My Home.
Byly tam dane o nas: imie, adres, czlonkowie mojej rodziny.
zadaniem bylo przepisac poszczegolne wyrazy.
Mnie to poszlo sprawnie, bo mialem takie cwiczenia w Grudziadzu- choc estetyka pracy nie byla najlepsza, ale zauwazylem ze moi koledzy mieli z tym zadaniem spore klopoty. Pomagaly im panie wspomagajace nauczycielke glowna.
Potem pani zebrala nasze prace i o kazdym z nas przeczytala zawarte na kartkach informacje. Potem kazdy z nas musial umiescic swoja prace w szufladzie, ktora kazdy z nas w pierwszym dniu w szkole oznaczyl imieniem i nazwiskiem.
Po krotkiej przerwie zaczely sie zajecia z liczenia.
Pani miala przygotowane dla nas kartki papieru z informacjami o szkockich pieniadzach.
Na 1 kartce byly szkockie monety.
Pani przyniosla walizke z pieniedzmi, zadaniem bylo w wyznaczonym przez klepsydre czasie dopasowac prawdziwe monety do tych na obrazku.
Ja zrobilem to zadanie 3 razy. mama brala monete do reki i polecila mi: dopasuj
w zasadzie bez wiekszego problemu poprawnie dopasowywalem pieniazek do obrazka.
Gdy czas klepsydry oznaczyl koniec pracy pani sprawdzila jak nam to zadanie udalo sie zrobic.
Przeanalizowala kazdego wynik. Jesli bylo dobrze to wszyscy bardzo sie cieszylismy i gratulowalismy zawodnikowi.
Choc takie zadania nie sprawiaja mi klopotu to ja juz zaczalem sie troche denerwowac i dawalem mamie do zrozumienia, abysmy poszli juz do domu.
mama co chwile mowila, ze za momencik bedzie obiad i wtedy pojdziemy.
Z klasy jest wyjscie do ogrodka, Byla ladna pogoda, pani miala otwarte drzwi do ogrodu- wiec pozwolono mi, abym troche pospacerowal sobie na swiezym powietrzu.
Za jakis moment jak wspolnie posprzatalismy sale po zajeciach rozlegl sie dzwonek oznajmiajacy ze jest luncz.
W okreslonym porzadku poszlismy na stolowke.
Kazdy uczen ma prawo wyboru menu dla siebie.
Mi pomaga w tym mama. Jednak i ona ma klopot, gdyz wszystkich potraw nie zna.
Wybrala dla mnie zupe w kubku, pizze i kawalki pieczonych ziemniakow, surowki roznego rodzaju, galaretke , kawalek arbuza i mleko o smaku truskawkowym w kartoniku.
Wszystko bardzo mi smakowalo.
Po lunczu spacerem poszlismy do domu.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

kolejne dni pobytu w szkole

sobota, 22 sierpnia 2009 19:10
czwartek - 20 sierpnia
Jakze mama cieszyla sie, ze nie protestowalem, aby pojsc do szkoly.
Jak tylko przebudzilem sie, mama zapowiedziala, ze w szkole bedzie obiadek, zupka, bedzie tez galaretka. Wiec bylo ok.
Znowu na dworzu byla mzawka jak poszlismy spacerkiem do szkoly. Tym razem zabralismy parasol, Troche tez wialo, wiec nie za bardzo mozna bylo uzyc parasola .
W klasie pani wychowawczyni rozmawiala z pozostalymi paniami nauczycielkami i mama domyslila sie, ze dzisiaj bedziemy miec zajecia poza szkola.
I tak tez bylo.
Pani wreczyla kazdemu z nas bilet na autobus podmiejski i wyruszylismy na wycieczke.
Celem wycieczki bylo: wybrac w sklepie z ksiazkami odpowiednie publikacje do biblioteczki klasowej . Panie tez zamierzaly kupic polke na ksiazki w naszej klasie.
Wczesniej wspomnialem, ze w klasie jest nowa nauczycielka glowna i ona zupelnie inaczej urzadza nasza klase. We wszystkim czynny udzial biora wszyscy uczniowie.
Po rozdaniu biletow na podmiejski autobus udalismy sie na przystanek autobusowy.
Autobusem nr 43 pojechalismy do centrum handlowego Glasgow Fort, ktory jest tez niedaleko naszego domu. Przejezdzajac autobusem mama pokazala paniom nasz dom i mama pokazala, ktoredy my chodzimy spacerkiem do szkoly.
Po dotarciu do centrum handlowego udalismy sie do ksiegarni. Bylo tam mnostwo ciekawych ksiazek dla roznych grup wiekowych i o toznej tematyce.
Panie przegladaly tytuly i zawartosc niektorych ksiazek.
Potem poszlismy do sklepu Argos, w ktorym wybiera sie w katalogu potrzebny artykul.
Potem w poblizu byl sklep- market ASDA-livin.
WAsdzie na pietrze sa rozne artykuly szkolne, wyposazenie domu , meble i...sam nie wiem co jeszcze
Udalismy sie na pietro schodami ruchomymi. Nikt z nas nie mial wiekszego klopotu wejsc na ruchome schody. Jednak panie zdecydowaly, ze wychodzac ze sklepu zejdziemy schodami na dol.
Poszlismy tez do sklepu z roznymi kasetami DVD - mojego ulubionego sklepu.
Jednak jak prawdziwy mezczyzna za bardzo nie lubie "lazic" po sklepach, wiec zaczalem sie juz nudzic..
Poszlismy spowrotem do ARGOS skad panie odebraly zamowiona polke na ksiazki.
Pomoglem pani niesc zakup, choc zmienialem sie ta czynnoscia z mama. Pani polecila tez, aby kazdy z uczniow zabral katalog ze sklepu ARGOS- to taka wielgachna ksiazka z roznymi artykulami, ktore tez mozna zamawiac poprzez internet.
Do szkoly spowrotem pojechalismy rowniez autobusem, gdyz nasza kolezanka ma klopoty z dluzszym chodzeniem.
W szkole bylismy gdy zaczal sie juz luncz. Udalismy sie na stolowke i ...tam byla zupka dla mnie (w kubku), mama wybrala tez dla mnie fasolke po bretonsku , tylko pani dala mi tez tosta, ktorego nie lubie jesc.
Byla tez galaretka (malutka porcja w kubeczku plastikowym ), malutka porcja arbuza  i mleko smakowe w kartoniku.
Mozna bylo wybrac tez inne potrawy, ale mama jeszcze nie za bardzo orientuje sie jak one smakuja i czy ja jadlbym takie.
Pani dyrektor ustalila z mama ze ja bede chodzil do szkoly na razie codziennie do pory obiadowej.
Po lunczu ide z mama do domu.
Bedzie to trwalo tak dlugo az sie przyzwyczaje i nie bede sprawial zadnych klopotow.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

przez zaladek do...serca

środa, 19 sierpnia 2009 15:05
to stare powiedzenie, ktore sprawdza sie akurat w moim przypadku. Dlaczego?
Otoz:
dzisiaj jest trzeci dzien realizacji przeze mnie obowiazku szkolnego.
I jak go realizowac, skoro wczoraj tak bardzo protestowalem, aby pojsc do szkoly.
Dzisiaj mama tez myslala nad sposobem, aby przekonac mnie, ze fajnie jest chodzic do szkoly, do swoich kolegow, ktorych na osiedlu niestety nie mam.
I pomyslala, ze dzisiaj sprobuje metode "przez zoladek do...serca"
Metoda jest na razie w moim przypadku niezawodna.
Uwielbiam jesc wybrane potrawy...
wiec mama po moim przebudzedzeniu powiedziala mi, ze pojdziemy do szkoly (pojawil sie grymas z mojej strony). Kontynuowala: w szkole bedzie obiadek- zupa.
I to zadzialalo...
tak? jedzonko w szkole? o jak fajnie, to przeciez   tak jak w domu.(na pewno tak pomyslalem)
Wielokrotnie mama przekonywala mnie, ze bedziemy w szkole do obiadu i jak zjem zupe to pojdziemy do domu.
To mi pasuje.
Wiec nie grymasilem , tylko wspolnie z mama przygotywalem sie do pojscia do szkoly.
Mama wyliczyla, ze skoro znamy teraz bardzo duzy skrot do szkoly, to chyba wystarczy nam 15 minut aby w niej na pieszo sie pojawic.
Przysluguje mi aby wozil mnie autobus szkolny albo taksowka, ale mama na razie chce, abysmy chodzili spacerkiem do szkoly.
I tak bylo...
Wyszlismy z domu ok. 9:15. Musielismy wziac parasol, bo tutaj taka pogoda. Przewaznie mzy i  jest pochmurnie.
Dzisiaj tez byla mzawka i troche wialo.
Skrot prowadzi do schodow, ktore prowadza na dol i schodzenie po nich zajelo mi najwiecej czasu.
A tego mama nie przewidziala. Pomimo tego raczej nie spoznilismy sie.
Szybciutko zdjelismy kurtki, zmienilem buty i pani wolala juz nas na swietlice- hol, gdzie odbywal sie aerobik- poranna gimnastyka dla wszystkich uczniow i nauczycieli.
Zajecia prowadzila bardzo wysportowana pani. Przy taktach muzyki podskakiwalismy, rozciagalismy miesnie, cwiczylismy.
Na koniec pani wlaczyla muzyke relaksacyjna . Mielismy polozyc sie na ziemi i odpoczywac. Potem porozciagac wszystkie miesnie i w okreslonym porzadku- wg wymienionych klas poszlismy do swoich pomieszczen.
Tam pani J... dala kazdemu z nas kubek wody...
Potem glowna nauczycielka zawolala nas, abysmy usiedli przy stole.
Zaczelo sie omawianie planu dnia w szkole z uzyciem piktogramow.
Najpierw : jaki dzien, data, jaka pogoda a potem plan dnia.
Po kolei kazdy z nas uczniow podchodzil do tablicy i przyklejal na rzep odpowiedni napis lub piktogram.
W klasie tyle sie dzieje, ze wlasciwie nie pamietam kolejnosci i wszystkiego.
Potem byla ulubiona przerwa, bo wtedy moge zjesc jakis owoc i cokolwiek innego.
Tutaj jest tradycja, ze na holu stoi pani z artykulami spozywczymi, ktore mozemy zakupic.
Sa to czipsy, owoce, soczek itp.
Ja biore przekaski z domu wiec na razie nie stanalem w kolejce aby cos sobie kupic.
Po przerwie byly zajecia z muzyki.
Pani usadowila nas przy ekranie , ktory wyswietla zawartosc monitora komputera na scianie,
Wybrala program memo- dzwieki instrumentow muzycznych.
Kazdy po kolei podchodzil do ekranu i gral w memo.
Potem nauczycielki wspomagajace przyniosly roznego rodzaju bebenki i pani polecala nam wystukiwac roznego rodzaju rytmy.
Potem pani postanowila, ze zrobi kazdemu z nas zdjecie, ktore po wydrukowaniu i ozdobieniu przez nas pojawi sie na drzwiach wejciowych.
I tak sie w tym momencie dzialo.
Gdy zdjecia byly zrobione, pani wyswietlila je na komputerze i mielismy wybrac najladniejsze zdjecia.
Potem mielismy wybrac kolor kartki na ktory nastepnie nakleilismy wydrukowane zdjecia.
Potem po kolei przynosilismy nasze zdjecia do pani, ktora je zamiescila na drzwiach wejciowych.
Nasza sala co dzien robi sie piekniejsza i kolorowa.
Wszystko pani nauczycielka robi z naszym udzialem.
Potem mielismy zajecia ze sztuki- Zadaniem bylo pomalowanie odwrotnej strony kwiatka, ktory robilismy w pierwszym dniu pobytu w szkole,.
Mama byla dumna, ze ja tak starannioe to zrobilem.
Po pomalowaniu kwiatka zanieslismy nasze prace na polke do wysuszenia.
Gdy umyslismy rece i pedzelki rozbrzmial dzwonek i....udalismy sie na stolowke- hol- swietlice (taka funkcje spelnia to pomioeszczenie.
Stanalem z mama w kolejce , a potem mialem wybrac: co dzisiaj bede jadl.
Byly tam potrawy, ktorych wlasciwie nie znam.
Mama wybrala dla mnie fasolke, a pani dala mi do tego tosta.
Wol;albym sama fasolke, ale coz ...tosta zjadla mama.
potem pani przyniosla mi czekolade w kartonie a potem mama poszla z pania i przyniosla mi galaretke i porcje roznych warzyw. Wszystko mi smakowalo.
Gdy skonczyl sie obiad pani spytala mamy: do ktorej bedziemy, a mama, ze po obiedzie do domku.
I tak bylo.
Zmienilem budy i ubralem kurtke.
Spacerkiem poszlismy do domu.
Teraz odpoczywam sobie...co bede robil potem? jeszcze dokladnie nie wiem...
Najwazniejsze:
dzisiaj bylem bardzo grzeczny w szkole i podzialalo powiedzenie mamy, ze wszkole bedzie zupa...
Oby tak dalej...prawda?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

nie jest latwo zyc z autyzmem

wtorek, 18 sierpnia 2009 22:31
Do takiego stwierdzenia mama doszla po dzisiejszym dniu.
Dalem Jej dzis "popalic".
Juz wczoraj na pytanie: czy pojdziemy jutro do szkoly, odpowiadalem stanowczo: ne ne ne
Jestem w wieku, w ktorym musze realizowac obowiazek szkolny,
Dlatego nie ma: ne ne ne
Mama obmysliwala plan jak mnie przekonac, abym poszedl do szkoly.
W nocy kiepsko spala, gdyz przejmowala sie moim zachowaniem.
Pomyslala, ze najlepszym sposobem bedzie, jesli do torby zapakuje tez stroj kapielowy dla siebie mnie. Liczyla, ze nagroda dla mnie bedzie pojscie po pobycie w szkole na basen.
Czy tak bylo- opisze dalej.
Dzisiaj wstalem o godz 6:30 i swoim zwyczajem udalem sie na parter "przywitac" z moim telewizorem.
Zszedl do mnie tatus a potem zastapila go mama.
Potem poszedlem na gore jeszcze na moment zdtrzemnac sie.
A mama caly czas myslala, jak mnie przekonac do pojscia do szkoly.
Obecnie mama jest bardzo zadowolona z nowej nauczycielki i skladu uczniow w klasie, do ktorej jestem przypisany.
Wiec  ok. godz. 8:15 zaczela mnie delikatnie budzic.
Na dole czekalo na mnie sniadanko, potem umylem sie i ubralem w szkolny mundurek z pomoca mamy. Mama pokazala mi, ze w torbie ma zapakowany stroj na basenm i w nagrode pojdziemy po krotkim pobycie w szkole poplywac na plywalnie.
Zapewniala mnie, ze bedziemy w szkole krotko, tylko 2 godzinki a potem na basen.
Protestowalem jednak.
mama byla nieugieta i postanowila, ze pojdziemy do szkoly tym razem na pieszo spacerkiem.
Na pewno nie byloby mile widziane w autobusie jak gryze swoje raczki i krzycze protestujac, iz nie chce isc do szkoly.
No i z "orkiestra " wyszlismy z domu.
Podskakiwalem, nieco krzyczalem, gryzlem raczke...ale cioraz dalej oddalalem sie od domu.
Do szkoly szlismy poznanym niedawno skrotem poprzez most nad autostrada.
Przy autostradzie jest wielki halas, na pewno potegowal moje niezadawolenie z zaistanialej sytuacji.
Przed szkola jest plac zabaw wiec mama postanowila, ze na chwilke sie tam zatrzymamy, gdyz do godz 9:30 bylo jeszcze z 10 minut.
Dalej okazywalem swoje niezadowolenie, choc mama zapewniala mnie, ze bedziemy tylko 2 godzinki. To nie pomagalo. Dopiero jak powiedziala, ze jak bedzie przerwa i zjem sniadanie to pojdziemy do domu.
I to bylo magicznym zakleciem.
Sniadanie w szkole i do domu.
Jak czarodziejska rozdzka odmienilem sie, zaczalem usmiechac sie i opkazywalem zadowolenie.
Weszlismy do szkoly a tam znowu ktoras z pan powiedziala, ze nie mamy jeszcze pojsc do klasy tylko usiasc w holu i poczekac na dzwonek.(troche to dla nas dziwne i nowe)
W klasie zaczeli schodzic sie uczniowie.
wszyscy byli w dobrych humorach.
Panie w klasie oznajmily, ze z nasza pomoca beda dalej robic przemeblowanie w klasie i ja ozdabiac.
Kazdemu uczniowi wreczyla imie wydrukowane z komputera, abysmy przykleili je do szuflad, w ktorych beda zbierane nasze prace plastyczne.
Pani dala mi napis mojego imienia i kawalki tasmy bezbarwnej i motywowala mnie abym samodzielnie przyklejal napis do szuflady.
Zrobilem to tak jak potrafilem.
Inni tez tak zrobili. Potem szuflady mielismy umiejscowic w szafce.
Pani zmienila miejsce tej szuflady.
Potem pani przy stoliku dala mi napis Post 16 C- ktory oznacza nasza klase i ten napis mialem przykleic na zolta kartke.
Zrobilem to bardzo staranie , oczywiscie z niewielka pomocy mamy.
Inni uczniowie tez mieli rozne zadania do wykonania.
Potem druga pani wziela mnie do pomieszczenia, gdzie przechowuja rozne artykuly papiernicze.
Prosila, abym wybral kolor papieru, ktory bedzie ozdabial drzwi do naszej klasy. Nastepnie pani z moja i mamy pomoca pieknie ozdobila dtrzwi naszej klasy i zamiescila etykietke.
Zajelo to nam sporo czasu i ani obejrzelismy sie a juz rozlegl sie dzwonek na przerwe.
Kazdy zabral swoje przekaski i poszlismy na hol - swietlice do innych uczniow z naszej szkoly.
Tam grala muzyka, mozna bylo usiasc sobie na laweczce, albo przy stoliku, albo pobiegac albo nawet potanczyc.
Potem dzwonek znajmil koniec przerwy.
Bylem zadowolony i wesoly weszlem do klasy.
Pani zapowiedziala, ze dzisiaj bedziemy kucharzyc.
Jedni uczniowie poszli pod opieka jednej z pan do sklepu po zakupy: chleb, jajka, fasole w puszce
 a druga pani omawiala z nami, co jest potrzebne aby sporzadzic grzanke, ugotowac jajka, i cos z fasoli zrobic
Kolega mial przprowadzic wozek i z tym wozkiem udalismy sie do pomieszxczenia, w ktorym maja sprzet gospodarstwa domowego.
Pod nadzorem nauczycielki wlozylismy potrzebne urzadzenia na wozek i przytransportowalismy je do klasy.
W klasie byla juz grupa uczniow z akupami a my przynieslismy odpowiedni sprzet.
I za moment zaczelo by sie cos fajnego dziac w klasie...
ale niestety...
ja pamietalem slowa may: po sniadaniu do domu..
a ona nie dotrzymala tych slow.
Co ja jeszcze tutaj robie?
wiec dalem do zrozumienia, ze chce juz isc do domu.
Wiec mama spytala o pozwolenie i poszlismy spacerkiem do domu.
Odkrylismy jescze wiekszy skrot do domu i teraz to juz naprawde mam do domu rzut beretem
mama chciala abysmy poszli w nagrade na basen...niestyety- ja nie mialem ochoty tam pojsac- tylko do domu.
Po powrocie do domu mama zdala relacje o moim zachowaniu tatusiowi i o tym,. ze powinienem byc szczesliwy, ze mam teraz takie fajne panie i kolegow w klasie.
A nie marudzic...
Po poludniu poszlismy z mama zatem na spacer.
Na poczatku bylo wszystko ok.
Fajnie nam sie spacerowalo. W poblizu jest wielkie centrum handlowe- Glasgow Fort, wiec tam poszlismy. jest tam przeuroczo
Jest sliczny deptak i piekne wystawy sklepowe.
W jednym ze sklepow sa kasety rzonego typu.
Ja uwielbiam ogladac informacje zawarte na pudelkach z kasetami Disneya. Wiec bylem zadowolony, ze tam poszlismy.
Po wyjsciu ze sklepu jednak dopadl mnie moj AUTYZM.
Zaczalem nakrecac sie : wymawialem nieartykulowane dzwieki, piszczalem, podskakiwalem,gryzlem raczki
I tak bylo az do domu. Jak takie zachowania martwia moja mame.
Nie zna przyczyny, ze tak sie zachowuje.
W domu uispokoilem sie i tak bylo az do pojscia do lozka.
jaki bedzie jutro dzien ...i nastepne?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

zajecia w szkole w pierwszym dniu nowego roku szkolnego

wtorek, 18 sierpnia 2009 0:16
Dzisiaj z rana byla deszczowa pogoda. Zmoklismy troche idac na autobus, bo nie wzielismy parasola tylko kurtki przeciwdeszczowe.
Wchodzac do szkoly, poinformowano nas, ze mamy poczekac w holu na pania dyrektor, ktora za moment przyszla do nas.
Powiedziala, ze zajecia w klasie zaczna sie o godz. 9:30 Mamy zatem poczekac tutaj na holu do tej godziny.
Tutaj w szkole nie ma uroczystego apelu rozpoczynajacego rok szkolny tylko od razu zajecia w klasie.
O 9:30 rozbrzmial glosny dzwonek i poszedlem z mama do klasy, w ktorej przebywalem w czerwcu.
Okazalo sie, ze w klasie jest inna nauczyucielka glowna. Sklad uczniow w klasie tez jest inny,
Jest nas 6 uczniow:
2 dziewczynki i  4 chlopcow.
Oprocz nauczycielki glownej sa 2 pomoce dla nauczycielki i mama jako moja asystentka.
I od razu zaczely sie zajecia.
Pani postanowila, ze w klasie zrobi z nasza pomoca przemeblowanie.
Mobilizowala nas uczniow, abysmy pomagali jej w tym przemeblowaniu. Chetnie z pomoca mamy przenosilem krzesla w wyznaczone miejsca.
Nie wiem jaki jest zwyczaj w tej klasie, ale pani wyjela jakis pojemnik i spytala: kto przyniosl piemiazek. Jedna dziewczynka miala w dloni 1 funta, wiec dala go pani. A my z mama nie wiedzielismy, ze jest jakas skladka.
Mama poszperala w portfelu i dala mi tez funta na klasowa skladke.
Ktos wlozyl 20 funtow.(dlaczego az tyle?)
pani przypomniala pozostalym aby nie zapomnieli jutro przyniesc skladki klasowej.
Potem pani wypytywala nas: jak spedzilsmy wakacje.
Kazdy na tyle na ile potrafil opowiedzial  co robil podczas holiday.
Potem dzwonek oznajmil, ze jest przerwa.
Dzisiaj od samego rana padal deszcz, wiec przerwe spedzilismy z uczniami  innych klas w pomieszczeniu, ktore przypomina, (a moze jest) swietlica.
Kazdy z nas zabral swoje sniadanie i mogl je zjesc badz przy stoliczku, badz spacerujac sobie, badz na laweczce.
Ja delektowalem sie platkami zbozowymi. Inni mieli czipsy, albo jakies slodycze albo owoce.
Gdy skonczyla sie przerwa, kazdy z nas mial usiasc na laweczki i na srodek wyszla ktoras z pan nauczycielek i wymieniala klasy, a tym samym w takim porzadku uczniowie wg wyczytanych klas poszli do swoich pomieszczen.
Gdy weszlismy do klasy pani pokazala nam z mama kartke, ze teraz bedzie sztuka a potem gry komputerowe.
I rzeczywiscie.
Mielismy usiasc przy stoliczkach.
Zaczela wydawac polecenia uczniom, aby ktos przyniosl 6 plastikowych kubkow, ktos inny mial przyniesc pedzelki, ktos inny 2 farby: czerwona i zolta, ktos inny zszywacze i nozyczki.
Gdy juz wszystko znalazlo sie na stole, wowczas pani wreczyla kazdemu duzy arkusz papieru i kazala przygladac sie: co bedzie robila.
Najpietrw zgiela kartke na pol, potem na zlozonej kartce narysowala duzego kwiata. Potem tego kwiata wyciela nozyczkami, a nastepnie spiela spinaczami pozostawiajac "kieszen" w ktora mozna wlozyc reke. To wygladalo jak kwiat-pacynka.
Potem polecila nam tak samo zrobic, zaczynajac od narysowania kwiata.
Ja nie potrafie samodzielnie narysowac kwiata, wiec mama pomyslala, ze lepiej bedzie jak pani kwiat bedzie szablonem, a ja odrysuja wlasnie takiego kwiata jakiego narysowala pani.
Nastepnie z duza pomoca mamy wycialem tego kwiata,
Bylo troche przy tym i smiechu, gdyz moj kwiatek po wycieciu bardziej przypominal chmurke albo owieczke niz kwiatka...ale co tam...
Potem z pomoca mamy zszywalem zszywaczem 2 czesci kwiatka pozostawiajac jedynie "kieszen" jak przy pacynce.
Nastepnie pani polecila, aby pozostale scinki po wycietym kwiatuszku poszarpac na male kawalki.
Potrafie to robic, gdyz sporo tego robilem w szkole w Grudziadzu.
Nastepnie te kawalki papieru mielismy wlozyc do srodka kwiatka poprzez pozostawiony otwor a potem zaszyc spinaczem pozostala dziure.
Potem pani pytala sie kazdego z nas: jaki kolor farby wybieramy.
Ja wybralem czerwona- wiec musialem do plastikowego kubka wcisnac troche czerwonej farby.
Potem zaczalem malowac kwiata.
Super to mi szlo. Mama pokazywala mi jedynie "biale plamki" ktore szybciutko zamalowalem na czerwono.
Po pomalowaniu kwiatka, pani polecila abym swoja prace zaniosl na takie ruszty, gdzie praca ma wyschnac.
Potem musialem umyc pedzel i swoje rece.
Chialem umyc stolik na ktorym zostaly slady farby, ale pani powiedziala, ze nie mam tego robic.
Stoli zmyly panie nauczycielki wspomagajace.

Potem pani powiedziala, ze zaczna sie zajecia komputerowe.
W klasie jest nowoczesne urzadzenie- komputer polaczony z wyswietlaczem i tablica, ktora dziala jak ekran komputera.
Pani wybrala program komputerowy taki, ze nawet mama nie kumala o co chodzi.
Ale szybko go zmienila na gre: zlap ducha.
Kazdy z nas pokolei mial podchodzic do ekranu i...lapac pojawiajacego sie ducha tym samym zdobywac punkty.
Chyba najlepiej mi wychodzilo lapanie ducha.
Potem pani utrudnila zadanie, gdyz na ekranie pojawialy sie po 2 duchy i je nalezalo zlapac...
Niestety, bylo juz po 12 godz, i ja zaczalem sygnalizowac swoim zachowaniem, ze chce juz isc do domu...
wiec mama spytala pania, czy mozemy juz pojsc do domu.
Wyrazila zgode i odprowadzila nas do drzwi wyjsciowych zapraszajac, abysmy jutro tez przyszli na godz 10:30
Mama pochwalila moje zachowanie na lekcjach i spacverkiem poszlismy do domu.
Byla juz ladna sloneczna pogoda to i spacer nalezal do przyjemnosci.
W domu czekal juz tatus ...cieszyl sie na nasz widok i byl ciekawy jak bylo...
Potem obiad, odpoczynek maly a nastepnie nagroda: poszlismy z mama na plywalnie....
|Wieczorem tatus spytal sie mnie, czy jutro tez pojde do szkoly;
opowiedzilem : NE, NE , NE i strach w oczach byl
na pytanie, czy pojdzieswz na plywalnie?
tez byla moja odpowiedz: NE, NE, NE

no i ciekawe: jak to bedzie z jutrzejszym dniem?

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

17 sierpnia zaczal sie nowy rok szkolny-poczatek dnia

poniedziałek, 17 sierpnia 2009 21:06
Dzisiaj 17 sierpnia poszedlem, a wlasciwie pojechalem z mama autobusem do szkoly.
Wstalem dosyc wczesnie, bo ok. 6 rano,
 Nie dlatego, ze przezywalem pojcie do szkoly, tylko dlatego, bo ostatnio tak wczesnie budze sie.
Mieszkamy w nowym domu i mamy polska i angielska tv...
i to chyba jest problemem...chce, aby byl wlaczony telewizor, a jednoczesnie jest on moim wielkim STRACHEM.
Jest to w moim przypadku niewytlumaczalne.
No i rano wczesnie sie budze schodzac na dol do salonu i wlaczam telewizor. Nie aby ogladac programy w tv, tylko, aby byl wlaczony...
Potem na dol schodzi tatus, aby mnie pilnowac, bym zanadto nie buszowal w przyleglej do salonu kuchni.
Jestem na tyle tyranem, ze swoim zachowaniem wymuszam, aby tatus poszedl spowrotem do sypialni a przyszla pilnowac mnie mama.
I chcac niechcac mama schodzi na dol mieszkania i idzie do kuchni cokolwiek tam robic.
To mi pasuje...
No i dzisiaj tyez tak bylo.
Mama juz wieczorem poprzedniego dnia przygotowala rzeczy, ktore dzisiaj mielismy ubrac.
W szkole, do ktorej uczeszczam obowiazuje szkolny jednakowy stroj: biala bluzka polo z kolnierzykiem i na wierzch granatowa bluza z logo szkoly.
Po jakims czasie pobytu w salonie postanowilem pojsc jeszcze na moment na gore do pokoju zdrzemnac sie.
Do szkoly mielismy na godz.9:30 wiec pospalem sobie jeszcze do godz. 8:15.
Wtedy do mojego pokoju przyszla mama i powiedziala, ze czas przygotowywac sie do szkoly.
Zjedlismy sniadanie, umylem sie z mamy pomoca a nastepnie tez z asystentura mamy ubralem sie w szkolny mundurek.
Na dworze padal deszcz.
O godz. 8:45 poszlismy na przystanek autobusowy, O godz. 9:03 (zgodnie z rozkladem) nadjechal podmiejski autobus i pojechalismy do szkoly...
W szkole bylismy ok. 9:20, bo mamy bliziutko.(autobus robi kilka petki po osiedlu)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

jeszcze tylko tydzien wakacji

wtorek, 11 sierpnia 2009 1:19
No tak...
zostal tydzien wakcji, bo w poniedzialek 17 sierpnia zaczyna sie tutaj szkola.
Nie wiadomo, czy cieszyc sie z tej okazji. Nie wiadomo, jak ja bede sie sprawowal?
Na razie siedze w domu i pod opieka rodzicow odpoczywam.
Dzisiaj tez z mama bylem na plywalni.
Plywalem dosyc dlugo na plecach, bo mama nie pozwolila mi nogami dotykac gruntu, gdyz gdy tylko zauwazyla, ze nogi mi ida ku dolowi, od razu jednym palcem swojej reki odbila moja noge do gory.
Takze zmuszony bylem balansowac na plecach poprzez cala dlugosc i szerokosc basenu.
W pewnym momencie mama odwrocila mnie na brzuch i tez tylko od czasu do czasu palcem swojej reki podniosla opadajace moje nogi ku podloza.
Zatem musialem plynac i zabka.
Najbardziej jednak uwielbiam przebywac w tej czesci basenu, gdzie maja wlaczone wiry, ktore powoduja ze woda plynie jak w wodospadzie.
Prad wody sam unosi cialo i z pradem wody mozna swobodnie sobie plynac: raz na plecach, raz na brzuchu, albo jak komu pasuje.

O okreslonych godznych na basenie pojawiaja sie rozne atrakcje.
Raz umieszczaja na wodzie taki dmuchany tor przeszkod, innym razem otwieraja "slimak"- taka rynne- slizgawke jak w aquaparku
Za bardzo nie przepadam za tymi atrakcjami, bo po zjechaniu ze zjezdzalni znalazlem sie pod woda i sie nia zachlysnalem..
a na dmuchany tor przeszkod mam trudnosci z wejciem na niego, gdyz nie jestem az tak sprawny fizycznie.
Sprobowalem zaledwie pare razy i stwierdzilem, ze to nie dla mnie...

tutaj podaje link do strony internetowej tej plywalni

http://www.csglasgow.org/services/Sport/GlasgowClub/Centres/EasterhousePool/

Oprocz odwiedzin plywalni mama zabiera mnie na zakupy do marketow.
najbatrdziej lubie chodzic do marketu ASDA
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

zabawa na nowej plywalni

czwartek, 30 lipca 2009 0:39
Dzisiaj 29 lipca bylem z mama na plywalni w naszej nowej dzielnicy mieszkaniowej- na Easterhouse w Glasgow.
Mama i ja jestesmy pod wielkim wrazeniem.
Swietnie bawilismy sie...
Jutro tez tam pojdziemy...moze uda nam sie zrobic jakies foteczki?
pozdrawiamy wszystkich bardzlo serdecznie.

wpis z dn.8 sierpnia
niestety...nie mozna robic zdjec na plywalni- jest to miejsce publiczne.
Mama spytala sie, czy moze zrobic tylko mi zdjecie jak plywam, niestety...
powinna wpierw wypelnic jakis formularz...

Pomimo tego zrobila mi zdjecie w szatni po kapieli na plywalni


a tak wyglada ta plywalnia
zdj, pochodzi ze str. internetowej tej plywalni





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Potrafie z pomocá zrobic mamie kawé

czwartek, 30 lipca 2009 0:33
Mamusia sprobowala, czy potrafilbym z jej slowna instrukcja zrobic jej poranna kawe.
Okazalo sié, ze tak...
Jak to bylo...opisze nieco pozniej
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

od 16 lipca mieszkamy w nowym mieszkaniu- domku jednorodzinnym

czwartek, 30 lipca 2009 0:29
Juz wielokrotnie napisano tutaj, ze czasami moje zachowanie budzi wiele zastrzezen...Powodem jest moja choroba.
Zdarza sie, ze zachowuje sie zbyt glosno, tzn. w ataku niezadowolenia krzycze , skacze, tupie nogami, gryze raczki...
Jest to uciazliwe nie tylko dla rodzicow i brata ale i dla najblizszego otoczenia.
W poprzednim mieszkaniu na Tollcross, gdzie mieszkalismy w bloku wielorodzinnym, co prawda na parterze zdarzylo sie, ze sasiad  (dokladnie nie wiemy, czy sasiad  z gory czy zza sciany) pukal w sciane, dajac do zrozumienia, abym zanadto nie halasowal.
Bylo to bardzo stersujace dla rodzicow, dlatego tatus postanowil poszukac do wynajecia domku jednorodzinnego
Ofert w agencjach mieszkaniowych bylo sporo. Ceny wynajmu tez rozne.
Ostatecznie rodzice zdecydowali sie wynajac dla nas domek na Inchoch Street.

To jest ten domek:





mamy teraz swoje podworeczko ; miejsce gdzie moge halasowac sobie do woli
wejscie na podworko jest z kuchni
ponad kuchnia bedzie moj pokoj, ale trzeba go jeszcze urzadzic



moge odpoczywac na krzeselku

jest nawet hustawka,,,ale niestety nie na moje gabaryty

Bardzo cieszymy sie, ze mozemy tutaj mieszkac

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

7 lipca 2009r. - pierwsza rocznica istnienia mojego profilu na NK

czwartek, 30 lipca 2009 0:27
To jeden z pierwszych wpisow na NK

Słownictwo Kamila
====================

Jakże chciałabym usłyszeć z jego ust: mamusiu kocham Cie, albo choć wołanie: MAMO
Zrobi to jedynie na moją prośbę: powtórz, zawołaj...

Ale "mały skubaniec" podobno w szkole jak jest to co jakiś czas woła "mama".
Aż nauczycielka narysowała jemu zegar i pokazuje, że mama będzie o pierwszej.
Wzruszyło to mnie do łez, gdy o tym mi powiedziano.

ps:
wydaje mi się, że on zna sie na zegarze (intuicyjnie).
Jest na dworze, patrzy w chmury, na słońce i ciągnie do domu. Wie, że wtedy będzie coś jeg ulubionego w tv, np jakiś teleturniej czy wybrana bajka, której jako tako nie ogląda, tylko kątem oka.np Kubuś Puchatek

Uwielbia teleturniej Jeden z dziesieciu, raczej lubi jak pojawia sie dzwięk, że ktoś odgadł zadanie lub nie
albo jak zaświeci sie lampka podczas tego programu.

Uwielbia lotto oglądać - cyferki
Daję kartkę on zapisuje numerki
Jak byliśmy w szpitalu, na swojej nodze zaczął pisać cyfry od 60 w dół - tak sam od siebie...
a dziś podszedł do mnie i pisał mi MAREK---nie wiem dlaczego???

Ale on jest zagadką!!!
Prawdziwą księgą życia


Chodzę do logopedy w poradni psych-logoped, i w naszej przychodni rejonowej. nauczycielka jest logopedą ...i ...nikt nie umie jego nauczyc realizacji głosek, aby wyraz był jako tako zrozumiały.
Nie realizuje głoski ..i", słabe jest..e" ale potrafi wypowiedzieć "sz", ż"

Odpowiada:
jak masz na imię;K A M L (bez i)
jakie masz nazwisko? -Babośka
jak ma na imie twoja mama: Ana
a tatuś----Łoman czyli Roman
a brat-----Tomek (ładnie wymawia)

Ile masz lat?---sztennascie
gdzie mieszkasz---w Gnudziądzu

kogo kochasz? mamusie
jaki jesteś--kochany,,,gneczny
kto ciebie uczy? ---pana Ola
i kto jeszcze---pana Magosia

jak ma na imie twoja babcia? Knysia

Jaki kolor ma trawa? zienony
a chmurka----nebeska (jak po czesku)
a słońce---żóte
a serce? szenwone

---------------------------------------

jak widzisz---odpowiada tylko na wyuczone pytania.

od niego samego nic nie wychodzi.
No , owszem ---ok. godz 18 woła: me ko ,czyli mleko
a co zrobisz z mleka? ka ka o ....i sam sobie robi. Wsypuje 2 łyżeczki kakao do mleka, nalewa sobie z garnka sam mleko do kubka

W obiad woła: zupa, najlepiej lubi zupy jarzynowe jeść

rano prosi o herbatę: "wata"

----------------------------------------

Czesto natomiast literuje sobie: p a n o r a m a i wpatruje mi się w moje oczy i patrzy na moje usta, abym powiedziala cały wyraz,
albo: G d a n s k - wtedy mówię: do Gdanska tatus pojechal

Literuje też tak sam od siebie: P O L S A T; mówię wtedy-dalej i..on literuje nastepny jakis wyraz.

Tak literuje mi dni tygodnia: uwielbia te zabawę

Wtedy robię zmianę ról: ja literuje a on po swojemu składa wyraz

W piłkę tak długo ze mną się bawi - podaje do mnie i ja do niego , jeśli będę z nim wymieniać dni tygodnia, albo nazwy miesięcy, albo liczyć do iluś tam (wpadłam na ten pomysł - wtedy podtrzymuje te zabawę)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

moje wakacje

niedziela, 05 lipca 2009 1:02
Od 26 czerwca mam wakacje.
W tym roku szkolnym mialem sporo dni wolnych od nauki szkolnej, wiec zasadniczo moje dni sa podobne do tych sprzed wakacji.
Jestem pod stala opieka rodzicow, ktorzy zabieraja mnie w rozne miejsca Glasgow.
Bylem m.in w Muzem Transportu i Muzem ze zwierzetami.





Ostatnio chodze z mama na plywalnie.





Uwielbiam zabawy w wodzie.
Potrafie polozyc sie na plecach na wodzie i delektowac sie, ze woda potrafi uniesc moje cialko.
Szkoda, ze nie mam takiego zdjecia, aby to pokazc, ale mam nadzieje , ze tatus mi takie zdjécie kiedys zrobi.

&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
W naszej czésci miasta organizowane sá rowniez rozne imprezy:
np. rozne parady, jak chociazby ta:


Ostatnio odbyl sie bieg uliczny


to widok z mojego okna na ulicé, ktoredy m.in. przebiegala trasa biegu ulicznego.
W imprazie mogl wziac udzial kazdy.. nawet niemowleta w wozkach..
Niektorzy smiesznie sié przebrali, jak np. ta osoba za "papierosa"



Potem odbyla sie impreza terenowa.
Wystepowaly przerozne zespoly artystyczne. Bardzo mi sié tam podobalo.



a to ja we wlasnej osobie na tej imprezie



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

summer holidey

niedziela, 05 lipca 2009 0:25
Od 26 czerwca w Szkocji uczniowie majá HOLIDEY czyli wakacje.
Ten rok szkolny dla mnie byl taki, ze wiecej bylem w domu niz w szkole...dlaczego?
sprawy organizacyjne pobytu w nowym dla mnie kraju.
Tutaj formalnosci zalatwialismy od 15 listopada 2008 r do 9 czerwca 2009r, gdy po raz pierwszy poszedlem na 2 godziny do nowej dla mnie klasy.


W szkole musimy nosic takie bluzki a pod spodem biale bluzki z bialym kolnierzykiem.
Mama do konca nie wiedzial i w pierwszy dzien zalozyla mi granatowa bluzke z kolnierzykiem.
W nastepne dni juz nosilem pod spod biala bluzke z bialym kolnierzykiem

Wyznaczono mi, abym pod opieka mamy przychodzil we wtorki i czwartki. Mialem oswoic sie z nowym otoczeniem, jezykiem i ludzmi...
Do szkoly jezdzilem z mama 2 podmiejskimi autobami, Czasami trafilismy na autobus pietrowy.
Wtedy z wysokosci podziwialem droge do szkoly


Teraz , jak wszyscy tutejsi uczniowie mam wakacje do 17 sierpnia.
Od 17 sierpnia zostane juz pelnoprawnym uczniem
Newhills School
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Drugi dzien w szkole

czwartek, 11 czerwca 2009 23:55
W poprzednim poscie napisalem, ze do nowej szkoly na razie chodze 2 razy w tygodniu na 2 godziny, tj: we wtorki i czwartki od godz.10-12
Oj, nie wiem, czy bédé tam z chéciá chodzil???

Chylé czolo nauczycielom z polskiej szkoly w Grudziadzu - tam przynajmniej nie pozwalano sie mi nudzic.
A tutaj?
no coz , byl to dopiero drugi dzien - jak bedzie dalej? okaze sie...

Dzisiaj do  szkoly przyjechalismy z mama autobusem 20 minut wczesniej, wiec mama chciala pojsc ze mna jeszcze gdzies na spacer.
I juz prawie wyszlismy ze szkoly, a to zauwazyla pani dyrektor ,wiec podeszla do nas i od razu zaprowadzila do klasy.

Tam rozpoczynaly sie juz zajecia.
Pani omawiala z jedna z uczennic: co bedziemy dzisiaj robic . Pokazywala piktogramy , ze najpierw beda zajecia artystyczne, potem przerwa (po angielsku: brejk) potem znow zajecia, potem znow przerwa, zajecia, przerwa , zajecia i czas do domu.

Nastepnie pani  nauczycielka wlaczyla komputer , z ktorego leciala muzyka relaksacyjna.
Wreczyla kazdemu uczniowi recznik i osobie towarzyszacej przy dziecku nalozyla na reke troche balsamu do ciala. Zaczal sie masaz rak. Mama siedziala przy mnie, wiec ona masowala mi moje raczki z uzyciem balsamu.
Na ekranie wyswietlaly sie jakies esy floresy. Bardzo te zajecia mi sie podobaly i chyba kazdemu innemu uczniowi tez.

Nastepnie pani Karen- nauczycielka wspomagajaca wyjela karke z polskimi i angielskimi slowkami, ktore poprzednio razem z mama ukladaly.
Pani uczyla sie wymowy po polsku.
 "Czesc" "Dzien dobry" "Do widzenia" "Sniadanie " "Przerwa" "Do domu"
Wspolnie z headteatcher (nauczycielka glowna) ustalily, ze zrobia gazetke, aby te polskie i angielskie slowka byly na widocznym miejscu.
Zabraly sie do pracy.
Jedna pani usiadla do komputera aby tam napisac i wydrukowac te wyrazy a pomoc do dzieci zaczela przygotowywac gazetke.
Zajelo to im troche czasu a dzieci w tym czasie sie temu tylko przygladaly i...nudzily.

Potem byla przerwa. Poszlismy do ogrodu zjesc lancz.
Dzieci jadly slodycze i czipsy (podobno preferuja w szkole zdrowa zywnosc !!!!), mama dala mi jablko do schrupania.
Przerwa, a my siedzielismy znow przy stole.
Jak uslyszelismy dzwonek to wrocilismy do klasy.
Mama spytala, czy mozemy skorzystac z toalety. Pozwololono nam pokazujac, gdzie takowe miejsce sie znajduje.

Zaczela sie kolejna lekcja.
Pani pokazala kartki z roznymi twarzami przedstawiajace emocje.
Najpierw wybrala kartke ze szczesliwa mina i kazdy z nas mial taka mine pokazac.
Jesli udalo nam sie to okazc wowczas pani zrobila nam zdjecie aparatem fotograficznym.
Potem wybrala kartke ze smutna mina, na ktorej osoba plakala.
Mielismy tez przedstawic taka emocje na swojej twarzy.
I jesli udalo sie to pani tez zrobila fotke.
Nastepnie wyswietlila te zdjecia poprzez komputer.
Kazdy mogl zgadywac, jaka mine pokazuje.
Nie wiem na ile kazdy z nas to zrozumial, bo ja chyba nie potrafie jeszcze tego odroznic na obrazku...

Potem juz byly tylko nudy....
Pomoce nauczycielki zajete byly robieniem gazetki, a my mielismy siedziec i nic nie robic...
Z nudow jedna dziewczynka pare razy "walnela" glowa o lawke, inny kolega zdjal buta i zaczal gryzc rzep od buta...inna kolezanka ma sliniaczek i nie majac zadnego zajecia, po prostu gryzla go.

Mama powiedziala, ze ja mam swoje fotki w internecie na stronie Nasza Klasa, wiec pani zaproponowala, aby mama te strone odszukala.
Niestety, jest blokada na wyswietlenie tej strony.
Wtedy mama powiedziala, ze ja potrafie wyszukac w necie moje ulubione filmy.
Pani pozwolila usiasc mi do komputera i sprobowac je wyszukac.
Niestety, niektore strony tez nie chcialy sie wyswietlac.
Mama pokazala, ze potrafie na komputerze w Wordzie napisac swoje imie i nazwisko.
Nie wiem, czy kogokolwiek to zainteresowalo.

Moje kolezanki i koledzy raczej bardzo nudzili sie przy stoliku, bo nikt im nie zaproponowal zadnej aktywnosci.
Wydawali wiec tylko jakies nieartykulowane dzwieki.

Nastepnie pani wyjela maske tygrysa i wyciete dla kazdego z nas zarysy twarzy tygrysa.
Zaczela cos wycinac a nastepnie zszywaczem spinac.
Mama zaproponowala, abym ja pani pomogl naciskac zszywacz, abym pomogl zeszyc to co pani chciala spiac.
Zgodzila sie.
Nastepnie pani wyjela kartke papieru i zaczela wycinac nozyczkami paski papieru,
Mama tez zaproponowala, zebym pomogl pani takie paski wyciac.
Bo nie widziala sensu, ze my mamy sie tylko temu przygladac.
Przeciez to nie ma byc dzielo artystyczne wykonane przez pania, tylko my powinnismy sie czegos nauczyc lub utrwalac to co juz potrafimy zrobic.
Wydaje mi sie, ze moi koledzy nie potrafia nawet trzymac nozyczek a co dopiero wycinac.
Mnie sie to udalo: wycialem z pomoca mamy kilka paskow papieru.
Przyznam, nie byly to rowne paski, ale to ja samodzielnie je wycinalem.
Nastepnie pani zaczela przyklejac oczy na masce tygrysa.
I znow mama zaproponowala, ze jesli pani pokaze mi przyklad, w ktorym miejscu nalezy przykleic oczy tygrysowi, to ja to zupelnie sam zrobie.
Pani zrozumiala mame i tak tez zrobila.
Pokazala mi maske z przyklejonymi oczyma i nosem a ja rzeczywiscie sam przykleilem te elementy w odpowiednich miejscach.

Mama miala skrupuly, ze musi podpowiadac pani co ma mi polecac abym ja mogl cokolwiek zrobic samodzielnie lub z niewielka pomoca - przeciez chodze do szkoly i mam sie czegos nauczyc, a nie tylko siedziec i przygladac sie czynnosciom nauczyciela.
Poprzez tylko przygladanie sie  nikt chyba sie niczego nie nauczyl. Nalezy duzo cwiczyc praktycznie aby sie cokolwiek nauczyc. W przypadku dzieci z problemami w nauce wielokrotnosc powtorzen jest najwazniejsza.

Zaczalem sie troche juz denerwowac, a dochodzila godzina 12, wiec mama postanowila, ze pojdziemy juz do domu.
Skorzystalismy jeszcze z toalety i poszlismy na przystanek autobusowy.

Jednak nie pojechalismy do domu tylko do biblioteki. Mama obiecala mi, ze jesli bede grzeczny w szkole to pojedziemy do biblioteki oddac ksiazki, ktore tam 4 tygodnie temu wypozyczylismy.
Bylem grzeczny wiec taka nagrode otrzymalem.

W bibliotece goscily dzieci z przedszkola.
Wybieraly sobie ksiazeczki do ogladania . Byly bardzo zainteresowane przepieknymi ksiazeczkami dla dzieci.
Ja krazylem wsrod tych dzieci i tez przegladalem sobie rozne ksiazeczki.
Moglem przechadzac sie swobodnie po calej bibliotece i zajmowac sie tym, co mnie interesowalo.
Na polkach byly tez kasety video, wiec tam najwiecej spedzilem czasu.
Mama wybrala dla mnie 10 kolorowych ksiazeczek z obrazkami , ktorych wedlug niej powinienem poznac angielskie znaczenie.
Caly szczesliwy wrocilem z mama do domu.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Mój pierwszy pobyt w nowej klasie

wtorek, 09 czerwca 2009 22:53
Dzisiaj, tj. 9 czerwca bylem po raz pierwszy na lekcjach w nowej dla mnie szkole.
Pełna nazwa szkoły to:
Newhills SchoolAdditional Support Needs
W szkole towarzyszyla mi mama i polska tlumaczka.

Najpierw mielismy spotkanie z pania pielegniarką, ktora przeprowadzila z mamą wywiad dotyczacy mojego stanu zdrowotnego.
Nastepnie pani dyrektor szkoly zaprowadzila nas do klasy na zajecia lekcyjne.
Wszyscy obawiali sie, czy bedę odpowiednio sie zachowywal i.... chyba zostaly wysluchane modlitwy mamy:
BYLEM BARDZO GRZECZNY w klasie wsrod moich nowych kolezanek i kolegow i nowych nauczycielek .
Bardzo to wszystkich cieszylo.

W klasie jestem jako szósty uczeń.
Jest nauczycielka główna - pani Heather, nauczycielka wspomagająca - pani Karen, i 3 pomoce nauczycielek do uczniów.
Tak, że właściwie jest 1 :1 (uczeń- nauczyciel).
Najpiewr pani czytala fragment ksiazki po angielsku, a mi to tlumaczyla polska tlumaczka. Natepnie pani kazdemu wreczyla rysunek ptaka i naszym zadaniem bylo przyklejenie piorek na skrzydla ptaszkowi.
Nastepnie pani wreczyla kazdemu rysunek twarzy czlowieka , pomalowala farbą wlosy i okolice ust a ja mialem te farbe rozdmuchac przez slomke.
Fajna to byla zabawa.
Nawet nie zorientowalismy sié a juz minély 2 godziny pobytu w nowej dla mnie szkole.
Teraz mam z mamą przyjsc do szkoly w czwartek tez na dwie godziny : od 10 do 12
Tak ma być do konca roku szkolnego, czyli do 26 czerwca:
 mój pobyt w szkole będzie
przy obecnosci mamy wynosił 2 godzinny  we wtorki i czwartki.
Mam się oswajać z nowym otoczeniem i ludźmi tam przebywającymi.
Potem od 17 sierpnia rozpocznę normalnie rok szkolny z moimi kolezankami i kolegami.

Trzymajcie za mnie kciuki, aby wszystko było OK.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

inf. z dn. 01.6.2009

wtorek, 02 czerwca 2009 0:09
Tutaj trwa jeszcze pierwszy czerwca, a według polskiego czasu jest juz po pólnocy czyli juz jest drugi czerca 2009r.
Czyli tak włsciwie dzisiaj, tj. 1 czerwca odbyla sie nasza kolejna wizyta w szkole w Newhills.
Dzisiaj o godz. 13;30 na spotkaniu byla polska interpretejter (tłumaczka). Moglismy zatem porozumieć się bez bariery jezykowej.  Tatuś poprosił  panią ze Stowarzyszenia Osób Autystycznych aby uczestniczyla w tym spotkaniu, była dyrektor szkoły, pielęgniarka, moi rodzice  no i oczywiście ja.
Pani dyrektor spytala: jak ja funkcjonuję, czy potrafię sam korzystać z toalety, czy samodzielnie potrafię jeść, czego się obawiam, co mnie denerwuje i jak rodzce ze mna postepują w wypadku mojej autoagresji.
pani dyrektor planuje, że będę jako 6 uczeń w klasie, w której jest nauczyciel główny,nauczyciel wspomagający i 3 osoby jako pomoce do dzieci.
Pani dyrektor poprosiła mamusię, aby na poczatek przez jakiś czas też przyjeżdzała ze mną do szkoły i była obecna w klasie.
Mama oczywiście się zgodziła.
Ustalono, że na próbe pojdę już do tej klasy 9 czerwca w tym roku szkolnym. Wszyscy bardzo się ucieszyliśmy, choć wszyscy są tez pełni obaw, jak ja będe w tej szkole funkcjonował.
Chcę nadmienić, że dzisiaj na tym spotkaniu, trwajacym  ponad godzinę  byłem wyjatkowo grzeczny, nie miałem żadnej autostymulacji i w pewnym momencie uśmiechałem się nie wiadomo z jakiej przyczyny.
Po spotkaniu pani dyrektr chciała przedstawić nam nauczycielkę, ktora będzie mnie uczyła i zapoznać z moimi koleżankami i kolegami w klasie. Niestety pech chcial, że akurat wyszli na  spacer i klasa byla pusta.
Z klasy jest wyście do ślicznego ogrodu, w którym po sąsiedzku odpoczywali uczniowie na wózkach ze swoimi nauczycielami.
Pani dyrektor zaproponowała, aby rodzice kupili mi granatowa bluzę, abym tak samo był ubrany w  szkoly jak moi koledzy. Akurat mieli rozmiar bluzy pasującej na mnie. Kosztowała 9, 5 funta.
Czyli , pierwszą niezbędną rzecz do szkoły już posiadam. Rodzice spytali się też, jakich słowek na sam poczatek powinni mnie uczyc, abym choć częściowo rozumiał i potrafił się jakoś porozumiewać . Pani dyrektor powiedziała, że o tym powie nam wychowawca klasy i na pewno dokładnie poinformuje mamę w pierwszy dzień jak przyjdę na lekcje.

Po wyjściu ze szkoły odreagowałem stres zwiazany z tym spotkaniem. Zacząłem podskakiwać i nieco gryźć rączki. Rodzice poszli ze mną na przystanek autobusowy i pojechaliśmy autobusem w kierunku domu.
Wczesniej mama obiecała mi, że po szkole pojedzie ze mną do TESCO do moich ulubionych kaset video. Wobec czego przesiedliśmy się do innego autobusu i pojechałem z mamą do TESCO.
Tam niestety coś mi nie pasowało, denerwowałem się, podskakiwałem i gryzłem rączki. Po zrobieniu małych zakupów poszliśmy spacerkiem do domu. Prawie całą drogę byłem niespokojny, dopiero przed domem uspokoilem się zupelnie.
Potem było juz zupełnie dobrze i poprawnie się zachowywałem. W nagrodę pod wieczór mamusia poszła ze mną jeszcze do marketu ASDA do moich ulubionych kaset video.
Przy okazji zrobilismy tez male zakupy, które pomogłem mamusi przynieść do domu.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Międzynarodowy Dzień Dziecka

poniedziałek, 01 czerwca 2009 2:12

Międzynarodowy Dzień Dziecka to święto wszystkich dzieci na całym świecie.

*************************************************


Niestety, święta tego nie obchodzi się w UK (nie wiem dlaczego)


************************************************

W Polsce i w innych krajach słowiańskich (np.: Czechy, Słowacja, Ukraina) obchodzone jest 1 czerwca od roku 1952.

Jego inicjatorem była organizacja zwana „The International Union for Protection of Childhood”, której celem było zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom z całego świata.

*******************************************


Nie we wszystkich krajach świata święto obchodzone jest tego samego dnia.


**********************************

ONZ obchodzi „swój” Dzień Dziecka 20 listopada

w rocznicę uchwalenia Deklaracji Praw Dziecka w roku 1959 oraz Konwencji o prawach dziecka w roku 1989.


Francuski odpowiednik Dnia Dziecka to Święto Rodziny, celebrowane 6 stycznia.

Japońscy chłopcy świętują 5 maja, a dziewczynki 3 marca. 5 maja, czyli w Dniu Chłopca przed swoimi domami Japończycy wywieszają zrobione z papieru karpie (zwane Koinobori albo Satsuki-Nobori). Karpie te symbolizują rodziców - ojciec to karp czarny, matka czerwony - niebieski karp symbolizuje syna, ilość karpi niebieskich wskazuje na liczbę potomków męskich w danej rodzinie. Siła karpi kojarzona jest z chłopcami.


W Turcji dzieci obchodzą swoje święto 23 kwietnia.


Jak już wspomniałem:

w UK nie ma w kalendarzu takiego święta.


W Polsce od 1994 w Dzień Dziecka (1 czerwca) obraduje Sejm Dzieci i Młodzieży.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wizyta w Newhills School

poniedziałek, 18 maja 2009 22:41
Na dzisiaj mieliśmy wyznaczoną wizytę w Newhills School. Być może tam będę realizował obowiązek szkolny.
Na miejscu byliśmy ok. godz. 13:15 a więc kwadrans przed czasem.
Powitała nas dyrektor szkoły (headteacher) Pani Mary Mimnagh. Z tego względu, ze byliśmy nieco szybciej niż było wyznaczone w zaproszeniu, to pani dyrektor zaproponowala abysmy poczekali chwileczkę, gdyż aktualnie jest zajeta.
W międzyczasie dotarła na nasze spotkanie rownież psycholog edukacyjny Pani Maggie Banks.
Tatuś spytał się, czy będzie polski tłumacz na tym spotkaniu, wobec czego pani Banks poszła do dyrekcji zapytać się o to.
Po jakimś czasie przyszły do nas obie panie i poinformowały, że z niewiadomej im przyczyny nie dotarł na spotkanie tłumacz.
Zaproponowały, że w takim razie pokażą nam dzisiaj jedynie pomieszczenia szkolne.
Najpierw pani dyrektor wręczyła tatusiowi School handbook, czyli informator o tej szkole.
Z informatora dowiedzieliśmy się,m.in. że w bieżącym roku szkolnym do tej szkoły uczęszcza 54 uczniów. Rok szkolny kończy się w piątek 26 czerwca a nowy rozpocznie się już 18 sierpnia.


Pani dyrektor uzgodniła z panią psycholg, że proponują nam za 2 tygodnie ponowne spotkanie w tej szkole z udziałem polskiego tłumacza. Wtedy zostana omówione szczegóły ewentualnego mojego pobytu w tej placówce edukacyjnej.

Na marginesie dodam, że bylem dosyć zestresowany tą wizytą. Panicznie bałem się nie wiadomo czego. Cały czas chciałem, aby mama mówiła do mnie formułkę, którą często powtarzała, gdy jeździliśmy w Grudziądzu do szkoły.
Ta formułka brzmi tak:
"pojedziemy autobusem . Do szkoły. Pani Ola da bułkę, kisiel i herbatę. Autobusem numer 14 ( dzisiaj mówiliśmy autobusem nr 46, gdyż autobusem o tym numerze pojechalismy do szkoły Newhills)"
Dodam jeszcze, że akurat dzisiaj trafiliśmy, ze jechał autobus piętrowy. Usiedliśmy na piętro i mogłem z wysokości obserwować trasę dojazdu do szkoły.
Na miejscu w szkole, podczas gdy pani dyrektor pokazywała nam szkołe, ja niecierpliwiłem się czy aby nie jest włączony gdzieś telewizor na kanale, którego bardzo się lękam.
W jednej sali rzeczywiście był włączony telewizor ale rodzice zapanowali abym odpowiednio się zachował.
Ogolnie szkoła wywarła na nas pozytywne wrażenie...ale jak ja będę się tam czuł? to na razie jest zagadką.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 20 października 2017

Licznik odwiedzin:  87 175  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Jestem osobą niepełnosprawną:
AUTYZM WCZESNODZIECIĘCY z towarzyszącym mu upośledzeniem umysłowym

O moim bloogu

mojego bloga założyła 21 marca pani Kinga Jasiak, która z mama poznaliśmy poprzez NK. Pani Kinga ma wielkie serce i pomaga przede wszystkim dzieciom potrzebującym pomocy. Dziękujemy Pani Kingo !!...

więcej...

mojego bloga założyła 21 marca pani Kinga Jasiak, która z mama poznaliśmy poprzez NK. Pani Kinga ma wielkie serce i pomaga przede wszystkim dzieciom potrzebującym pomocy. Dziękujemy Pani Kingo !!! Obecnie bloga prowadzi moja mama, gdyż ja nie potrafię wyrazić swoich myśli i ich napisać. Mam autyzm, który utrudnia mi funkcjonować w środowisku zdrowego społeczeństwa.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

CZYM JEST AUTYZM?

FORA

KONTAKT

STOWARZYSZENIE

WIDEO-WCZESNE OBJAWY AUTYZMU

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


 --------------------------------

Statystyki

Odwiedziny: 87175

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Favore.pl

Pytamy.pl